O wspinaniu, bieganiu i podróżowaniu po świecie

Suunto 9 Peak - optyczny sensor tętna

Nadgarstkowy pomiar tętna to od wielu lat podstawowa funkcjonalność zegarków sportowych. Z jednej strony jest to wabik, który ma przekonać nas do zakupu, z drugiej zaś technologia, z którą producenci mają spore problemy ze względu na uzyskiwanie danych słabej jakości. Taki miecz obosieczny, bo ze względów marketingowych czujnika nie można nie mieć, a jeszcze trudniej jest mieć produkt dobrej jakości. Jak na tym polu wypada Suunto 9 Peak? Zapraszam do materiału.

Suunto 9 Peak - dokładność GPS

Dokładność GPS to chyba jeden z dwóch najbardziej ekscytujących parametrów określających jakość zegarków sportowych. Drugim, zwłaszcza w ostatnim czasie, jest precyzja pomiaru tętna z nadgarstka. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie obserwując reakcję dużej grupy zainteresowanych osób. Dzisiaj przyjrzymy się dokładności GPS jaką oferuje nam Suunto 9 Peak.

Po pierwszych wrażeniach, gdzie dość ogólnie opisywałem zegarek i jego funkcje, czas na serię konkretnych wpisów, w których postaram się szczegółowo omówić wybrane tematy. Na początek przyjrzymy się jakości rejestrowanych danych GPS przez Suunto 9 Peak. Zapraszam do zapoznania się z materiałem.

Zegarki marki Suunto od samego początku szczyciły się wysoką dokładnością rejestrowanych danych GPS. Przez wiele lat Suunto Ambit 3 dzierżył miano króla w aspekcie tych pomiarów. Kolejne modele fińskiego producenta nie wypadały już tak dobrze jak wspomniany wyżej Ambit. Wydaje się, że Suunto powoli wraca do formy, a ich ostatnia premiera - Suunto 9 Peak - to wyczekiwany powiew świeżości w linii zegarków serii 9.

Zacznijmy od trybów pomiarowych jakie oferuje 9 Peak , a jest ich całkiem sporo. Do dyspozycji mamy:

  • GPS/QZSS
  • GPS/QZSS + Glonass
  • GPS/QZSS + Galileo
  • GPS/QZSS + BeiDou

Dla niewtajemniczonych krótkie wyjaśnienie powyższych terminów.

GPS to oczywiście globalny system nawigacji rodem z USA. QZSS (Quasi-Zenith Satellite System) to japoński system regionalny, który wspiera system GPS i poprawia jego dokładność na obszarze wschodniej Azji i Oceanii. Glonass i BeiDou to, podobnie jak amerykański GPS, globalne systemy nawigacyjne utworzone odpowiednio przez Rosję i Chiny. Mamy jeszcze Galileo, czyli europejski system nawigacji satelitarnej - teoretycznie najbardziej dokładny z wymienionych powyżej.

Która konfiguracja zapewnia najlepsze wyniki? Mówiąc krótko - to zależy 😁. W teorii powinno być to GPS/QZSS + Galileo, ale w praktyce w innych zegarkach wcale nie musi tak być. Zależy to bowiem nie tylko od samego systemu nawigacji, ale również oprogramowania sprzętu, które ów dane wykorzystuje. Odnoszę wrażenie, że potencjał Galileo ciągle nie jest w pełni wykorzystywany. Być może wynika to z faktu, że system ten działa od stosunkowo krótkiego czasu.

Wracając jednak do głównego bohatera tego tekstu - Suunto 9 Peak, według moich obserwacji, najdokładniej rejestruje ślad w trybie GPS/QZSS + Galileo.


Dokładność GPS

Na początek informacja na temat terenu, gdzie prowadzone były testy, bo to oczywiście może mieć wpływ na jakość uzyskanych danych. Biegam niemal wyłącznie w terenie, unikam asfaltu i chodników jak mogę 😉. Głównym obszarem treningowym w moim przypadku jest las. Biegam zarówno po szerokich drogach przeciwpożarowych jak również wąskich po leśnych ścieżkach. Drzewa, zwłaszcza liściaste, mogą znacząco zagłuszać sygnał GPS, co finalnie może negatywnie wpływać na jakość uzyskiwanych danych. Nie będę tutaj wchodził w szczegóły, chciałbym jedynie zaznaczyć, że bieganie w lesie jest potencjalnie narażone na większe niedokładności pomiarowe, niż bieganie na otwartej przestrzeni i warto to mieć z tyłu głowy.

Więcej o dokładności odbiorników GPS pisałem przy okazji recenzji Coros'a Pace 2, dlatego odsyłam do tego tekstu. Jeżeli zaś chodzi o sprzęt porównawczy dla Suunto 9 Peak, to w testach wykorzystywałem dwa zegarki: Suunto Spartan Ultra oraz Coros Pace 2. Ten pierwszy to następca wspomnianego wyżej Ambita 3, a drugi to ubiegłoroczny, bardzo udanym model firmy Coros, o którym dokładniej możecie przeczytać w jego recenzji.

Spartan vs. Peak

W porównaniu z czteroletnim Suunto Spartan Ultra, Suunto 9 Peak w temacie zapisu GPS radzi sobie zauważalnie lepiej. Ktoś może zapytać, czemu w ogóle porównywać go do tak starego modelu? Wyszedłem z założenia, że nie wymieniamy zegarków sportowych co rok lub dwa. Dlatego z perspektywy użytkowników Suunto mających 3 lub 4 letni sprzęt takie porównanie może okazać się wartościowe. Jeżeli jesteś jedną z takich osób i zastanawiasz się, czy warto wymienić sprzęt na nowszy odpowiem krótko - warto. Jakość rejestrowanych danych jest wyraźnie lepsza niż w przypadku starszego modelu, chociaż dodam od razu, że nie jest idealnie. Jednak jeżeli uwzględnimy dodatkowo świetną opcję - Snap to Route - to mamy w tym wypadku sprzęt o znacznie większych możliwościach.

Poniżej kilka zrzutów prezentujących ślady dla Suunto 9 Peak i Suunto Spartan Ultra.

Suunto 9 Peak zdecydowanie dokładniej rejestruje ślad GPS na skrzyżowaniach, kiedy zmieniamy kierunek biegu.

Dużo rzadziej zdarza mu się rejestrować ślad z przesunięciem do szlaku nawet w warunkach dużego zalesienia.


Jeżeli ktoś chciałby dokładniej przeanalizować powyższy ślad, umieszczam poniżej linki do kilku map:

MAPA 1

https://www.google.com/maps/d/edit?mid=1Ru96uMy5n0-7TlIlYkw1qJk3XWbpdTrT&usp=sharing


MAPA 2

https://www.google.com/maps/d/edit?mid=12f8hEFjlIO3gNmNirL-dAy6PkJXa9PIw&usp=sharing



MAPA 3

https://www.google.com/maps/d/edit?mid=1t-igKTW6NMhi81huDAnDmXEUVzDvdfHg&usp=sharing


 
Suunto vs. Coros

Sytuacja zmienia się kiedy na warsztat porównawczy weźmiemy Coros'a Pace 2. Tutaj w zależności od odcinka bardziej dokładny jest jeden bądź drugi zegarek. Globalnie powiedziałbym nawet, że Pace 2 rysuje dokładniejszą linię. Nie chodzi tutaj o to, że jest ona bardziej wygładzona, przez co przyjemniejsza dla oka, ale bardziej o precyzje na zakrętach, czy oddalenie od szlaków. Co widoczne jest na poniższych materiałach.


Sytuacja zmienia się oczywiście na korzyść Peak'a kiedy skorzystamy z funkcji Snap to Route. Co jednak nie może być żadnym zaskoczeniem. Suunto 9 Peak prowadzi wówczas idealnie po ścieżkach.


Jednak w ujęciu ogólnym zegarek Coros Pace 2 wypadł lepiej w tym porównaniu. Przyznaje, że było to dla mnie dużym zaskoczeniem. Z jednej strony zdaję sobie sprawę, że Suunto 9 Peak jest na rynku raptem od kilku tygodni, podejrzewam więc, że z każdą aktualizacją oprogramowania sytuacja będzie się poprawiać. Pamiętajmy jednak, że Coros Pace 2 jest 2,5 raza tańszy od najnowszej propozycji Suunto. Dlatego wydaje mi się, że możemy oczekiwać od tego sprzętu zdecydowanie więcej.

Poniżej zamieszczam linki do map z przykładowymi śladami GPS.

MAPA 1

https://www.google.com/maps/d/edit?mid=1O8S6NgaDGJtOvs2lU8fhh5cpceJCst-f&usp=sharing


MAPA 2

https://www.google.com/maps/d/edit?mid=1-LF61NtqAWL1thGBY-0cifdN_U0w_NWB&usp=sharing


Suunto 9 Peak posiada 4 zdefiniowane tryby baterii, które mają bezpośredni wpływ na dokładność rejestrowanej ścieżki. Do dyspozycji mamy: Osiągi (domyślny), Wytrzymałość, Ultra i Wycieczka.

Oprócz wyżej wspomnianych zdefiniowanych trybów baterii możemy utworzyć niestandardowy tryb baterii z własnymi ustawieniami. Tryb niestandardowy powiązany jest z wybranym trybem sportowym, dzięki czemu można utworzyć niestandardowy tryb baterii dla każdego trybu sportowego.

Priorytetem w tym teście była dokładność, dlatego wszystkie powyższe ślady realizowane były w najdokładniejszym trybie, czyli Osiągi.


Snap to Route, czyli Zadana trasa

To najbardziej ekscytująca nowość, która miała swoją premierę wraz z debiutem Suunto 9 Peak, dlatego postanowiłem uhonorować ją osobnym rozdziałem 😉. O Snap to Route (StR) ogólnikowo pisałem już w pierwszej części recenzji Peak'a, teraz rozwinę temat, bo warto znać tę funkcję.


Celem StR jest doklejenie naszego śladu GPS do zdefiniowanej wcześniej trasy. Czyli żeby skorzystać z tej funkcji już na wstępie musimy mieć gotowy plan na nasz trening i sporządzoną trasę po które chcemy się poruszać. Co dzięki temu zyskujemy? Dokładny ślad GPS, a co za tym idzie - rzeczywiste tempo biegu. Jest to zatem świetna opcja na zawody, czy konkretny trening tempowy. Nie sprawdzi się w wypadku spontanicznych wycieczek biegowych.

Głównym założeniem StR jest wyeliminowanie niedokładności związanych z zapisem śladu GPS. Dopóki będziemy w odległości 100 metrów od wskazanej trasy nasz ślad będzie do niej dociągany. Jeżeli oddalimy się na odległość powyżej 100 metrów, "odklejamy" się od trasy i zegarek rejestruje standardowy ślad GPS. Gdy jednak ponownie zbliżymy się do zadanej ścieżki (na ok. 20 m), ślad ponownie zostanie dociągnięty do trasy. Na poniższym zrzucie możecie zobaczyć jak wygląda to w praktyce.


Definiowanie trasy i późniejsze zbaczanie z niej podczas treningu może zatem generować niedokładności, zwłaszcza jeżeli będziemy się poruszać w okolicach zdefiniowanego śladu. Przykład poniżej, gdzie moja realna ścieżka przebiegała po żółtej, przerywanej linii. Jednak z racji bliskiego sąsiedztwa przebiegu zdefiniowanego wcześniej szlaku, przez pewien czas zegarek dociągał do zdefiniowanej ścieżki przed rozpoczęciem treningu.


Warto o tym pamiętać jeszcze z jednego powodu. Tworzenie tras w aplikacji Suunto odbywa się w oparciu o dane przestrzenne z baz Open Street Map, które nie zawsze są zgodne z ich rzeczywistym przebiegiem. Tyczy się to zwłaszcza obszarów leśnych, czy górskich, gdzie często przebieg szlaku widoczny na mapie jest tylko orientacyjny. W takim wypadku nasz ślad GPS będzie "dociągany" do tego orientacyjnego przebiegu. Dobrym przykładem jest poniższy zrzut, gdzie Suunto "dociąga" do szlaku, chociaż w rzeczywistości jego przebieg jest nieco inny - zbliżony do śladu z Coros'a Pace 2.


Ze Snap to Route raczej nie będziemy korzystać na co dzień. Nie świadczy to jednak, że jest to opcja nieistotna. Wręcz przeciwnie, uważam, że to świetne rozwiązanie, które idealnie sprawdzi się podczas zawodów lub w sytuacji, kiedy zależy nam na dokładnej długości trasy, a teren nie sprzyja dokładnym pomiarom np. wysokie budynki w centrum miasta, czy leśne ścieżki.


Podsumowanie

Krótko mówiąc - jest dobrze, ale może być lepiej 😉. Dokładność pomiarów GPS w Suunto 9 Peak stoi na wysokim poziomie. Nie jest to jednak poziom przewyższający inne, współczesne zegarki outdorowe. Zdaje się, że czasy kiedy seria Ambit była kilka kroków przed konkurencją odeszły w zapomnienie. Niejednokrotnie zdarza się, że to produkty fińskiego producenta muszą gonić rywali w temacie dokładności i jakości rejestrowanych danych.

W tym momencie wydaje się, że Suunto ma dobry sprzęt i przyjazną aplikację, która umożliwia szybkie i bardzo wygodne tworzenie tras GPS. Świetnym pomysłem było wprowadzenie funkcji Snap to Route. To wszystko może jednak okazać się za mało w starciu z konkurencją, która oferuje dużo więcej. Liczę, że niedługo doczekamy się kolejnych nowości i usprawnień oprogramowania. Miło byłoby zobaczyć opcję wspomagającą trening na bieżni lekkoatletycznej.

Mimo wszystko podoba mi się kierunek obrany przez fińskiego producenta. Długie wsparcie dla starszych modeli na pewno wpłynie pozytywnie na postrzeganie firmy przez użytkowników, którzy po latach udręki w końcu mogą mieć powody do zadowolenia.

Suunto 9 Peak - pierwsze wrażenia

Po wielu miesiącach oczekiwania firma Suunto w końcu zaprezentowała nowy zegarek. Suunto 9 Peak to zupełnie nowy sprzęt, z dobrze znanym oprogramowaniem. Jak sprawdza się on w praktyce i czy warto zainteresować się tym zegarkiem? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w niniejszym tekście.

Od kilku tygodni noszę na nadgarstku Suunto 9 Peak. Okres wakacyjny sprawił, że publikacja tego tekstu mocno się wydłużyła. Ma to jednak swoje plusy, bo dzięki temu mogę pokusić się o bardziej wyważoną opinię. Zegarek jest bardzo ciekawy i choć nazwa nawiązuje do starszych modeli fińskiej firmy to pod względem formy jest to zupełnie nowa konstrukcja. Rewolucji nie ma za to w oprogramowaniu, można śmiało porównać je z tym, co znajdziemy w starszych zegarkach z serii "9". W związku z tym, że wcześniej nie recenzowałem Suunto 9/9 Baro postaram się o dokładną recenzję tego sprzętu. Zapowiada się zatem kilka wpisów. Dzisiaj podzielę się z Wami pierwszymi wrażeniami z obcowania z tym zegarkiem, a w kolejnych tekstach będę zgłębiał szczegółowo dostępne funkcje. Zapraszam do materiału.

 

Na początek pogadanka, bo nie wszyscy zapewne znają sytuację firmy, a ostatnie lata były dla niej dość burzliwe. Produkty Suunto przez lata były synonimem doskonałości. Cechowały się one bardzo dobrą jakością wykonania, a pod względem dokładności pomiaru i niezawodności działania były bezkonkurencyjne. Ambit 3 Peak to kultowy zegarek nie tylko dla biegaczy, ale całej maści miłośników sportów outdoorowych. Później firma zaprezentowała Spartana Ultra, który w momencie premiery okazał się wielkim rozczarowaniem. Późniejsze aktualizacje oprogramowania znacząco naprawiły niedoróbki, ale niesmak pozostał. Suunto poprawiło swoje notowania dopiero po zaprezentowaniu zegarków z serii "9". Później jednak gruchnęła wiadomość o zamknięciu serwisu Movescount i przeniesieniu usług wyłącznie na platformę mobilną. To oczywiście nie mogło się spodobać użytkownikom. Zapowiedziano zamknięcie dobrze rozwiniętego serwisu, a w zamian zaoferowano wydmuszkę, która pod względem funkcjonalności nijak się miała do wcześniejszej usługi. W ostatnim czasie Suunto było zajęte "przesiadką" na nową platformę. Może to tłumaczyć brak nowości sprzętowych, bo w odróżnieniu od Garmina nie jest to wielka korporacja, nie posiadają armii programistów, a co za tym idzie mają ograniczone moce przerobowe.

Premiera nowego urządzenia jakim jest Suunto 9 Peak ma być powrotem firmy do korzeni. Czy zatem nowy sprzęt rzeczywiście zasługuje na miano dokładnego i niezawodnego? O tym przekonamy się niebawem, po zakończeniu testów.

Specyfikację techniczną, z racji na jej długość, umieściłem na końcu wpisu. Fani cyferek nie powinni być zawiedzeni 😉


Co w pudełku?

Jest skromnie, bez niespodzianek. W pudełku, poza zegarkiem, znajdziemy kabel do ładowania, skróconą instrukcję obsługi oraz książeczki: gwarancyjną i prawną.


Jakość wykonania

Jakość wykonania to bez wątpienia jedna z największych zalet tego sprzętu. Biorąc zegarek do ręki od razu mamy wrażenie obcowania z produktem klasy premium. Metalowa koperta sprawia bardzo dobre wrażenie, pasek jest miękki i elastyczny. Spasowanie elementów jest wzorowe, widać dbałość o szczegóły.

Posiadam wersję "Suunto 9 Peak All Black" - jest to wersja z kopertą ze stali nierdzewnej. Dostępna w ofercie jest również wersja tytanowa, ale tylko w jasnym kolorze. W przyszłości zapewne pojawią się dodatkowe wersje kolorystyczne, póki co dostępne są cztery warianty - dwa ze stali nierdzewnej i dwa w wersji tytanowej.

Stal wykorzystana do budowy koperty jest odporna na zarysowania. Pamiętam, że przy wcześniejszych zegarkach zazwyczaj już po pierwszym tygodniu noszenia sprzętu miałem ślady obtarć na krawędzi. Tym razem pomimo kilku momentów stresu obtarć na kopercie nie widać 😉


Obsługa

Podobnie jak w pozostałych zegarkach z serii 9 czy Spartan, Peak'a obsługuje się trzema przyciskami umieszczonymi po prawej stronie koperty lub przy pomocy dotyku.

Przyciski w Suunto 9 Peak to majstersztyk. Przed zakupem miałem obawy do przycisków. Umiejscowione są nisko przy skórze i zastanawiałem się czy nie będzie to niewygodne przy zginaniu nadgarstka. Nie stanowi to jednak problemu i w żadnym stopnie nie wpływa to na komfort użytkowania. Nie zdarzyło mi się do tej pory przypadkowo "kliknąć" w przycisk. A propos "klikania"... to chyba najlepiej klikające przyciski z jakimi miałem do tej pory do czynienia 😁. Szczegół, ale widać, że inżynierowie w Suunto zwrócili na to uwagę i wykonali to po mistrzowsku.


Pasek

Zegarek wyposażono w silikonowy pasek, który cechuje się dużą elastycznością i wygodą użytkowania. W zegarkach ze stali nierdzewnej standardowe paski posiadają liczne dziurki, w których niestety lubią zbierać się zabrudzenia. Warto jednak zaznaczyć, że paski są wysokiej jakości, a to przekłada się na wygodę użytkowania. Wielogodzinne noszenie zegarka nie sprawia mi żadnego dyskomfortu nawet przy mocnym zapięciu. Pod tym względem odczuwam dużą różnicę na korzyść w porównaniu z COROS'em Pace 2.

Pasek doczekał się innego zabezpieczenia. Szlufki zostały zastąpione spinką na końcu paska, którą wpina się w dziurkę. Początkowo wymaga to trochę siły, ale po kilku dniach działa to bardzo dobrze. Przyznaję, że bardzo podoba mi się ta koncepcja. Szlufki w Spartanie to był ciągły problem, a walczenie z nimi w czasie biegu doprowadzało mnie do szewskiej pasji. Cieszę się, że Suunto z nich zrezygnowało i postawiło na nowe rozwiązanie.


Ekran

Muszę przyznać, że ekran to chyba jedyny element tego sprzętu, który mnie rozczarował. Temat wymaga jednak krótkiego rozwinięcia i doprecyzowania. Od strony użytkowej nie mam żadnych zastrzeżeń. Widoczność w każdych warunkach jest bardzo dobra. W porównaniu ze Spartanem jest zauważalnie lepiej. Nie wiem, czy to kwestia podbitego kontrastu, ale czytelność jest po prostu lepsza.

Ale...

Na nadgarstku noszę sprzęt do monitorowania nie tylko treningów, ale wszelkich aktywności - przynajmniej do tego został on zaprojektowany. Patrzę na ten ekran i trochę nie dowierzam - mamy w końcu 2021 rok - wszystkie krzywe linie na tym ekranie są poszarpane. Podobnie z cyferkami, czy literkami. Ekran do pozostałych elementów tego sprzętu pasuje jak pięść do nosa.

Żeby tego było mało dodatkowo zaserwowano nam ponad 4 milimetrową ramkę wokół ekranu o średnicy niecałych 40 mm! Tak, tak rozumiem, że pod tą ramką umieszczone są czujniki, odbiorniki itp. itd. Ciągle jednak uważam, że tego typu rozwiązanie zakrawa o dizajnerską zbrodnię 😉


Komunikacja i funkcje smart

Zegarek łączy się z innymi urządzeniami przez Bluetooth w wersji 5. Wpływa to pozytywnie zarówno na jakość połączenia oraz na prędkość przesyłu danych "z" i "do" aplikacji mobilnej. Jest to o tyle ważne, że w Sunnto 9 Peak wszystkie aktualizacje oprogramowania przesyłane są bezprzewodowo. W odróżnieniu do wcześniejszych zegarków fińskiego producenta, kiedy to niezbędne było połączenie kablem.

Suunto już kilka lat temu zrezygnował z łączności ANT+. Nie dziwi zatem fakt, że zabrakło jej w najnowszym sprzęcie tej marki. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby mi się to podobało. Z mojego punktu widzenia to odczuwalny brak, który może zniechęcać do zakupu.

Funkcje SMART nie są priorytetem dla Suunto i nie jest to wymówka. Oni świadomie rezygnują z takich rzeczy jak płatności czy sterowanie muzyką. 9 Peak to zegarek outdoorowy. Jeżeli chcesz smartwatcha - proszę kupić Suunto 7. Nie jestem przekonany co do tej strategii. Chociaż sam nie potrzebuję takich bajerów to jestem świadom, że niniejsza polityka raczej poklasku firmie nie przyniesie.

Suunto 9 Peak nie jest zupełnie pozbawiony smart funkcji. Zegarek wyświetla powiadomienia z telefonu, które możemy skonfigurować lub całkowicie wyłączyć w aplikacji.


Czujniki i odbiorniki

Sunnto 9 Peak, jak na flagowy model przystało, został wyposażony w cały szereg czujników. Znajdziemy tutaj: optyczny czujnik tętna wraz z poziomem saturacji krwi, barometr, termometr, czy akcelerometr. Jeżeli chodzi o odbiornik GPS to urządzenie zostało wyposażone w nowy moduł firmy Sony, który zapewnia odbiór sygnału z większości systemów lokalizacji. Do dyspozycji mamy odbiór z systemów: GPS, GLONASS, GALILEO, QZSS, BEIDOU.

O tym jak GPS sprawdza się  w praktyce napiszę w osobnym tekście, ale już teraz mogę powiedzieć, że jest dobrze, nawet bardzo dobrze.

Optyczny czujnik tętna to nowa wersja wyposażona dodatkowo w pulsoksymetr. Dane z optycznego czujnika tętna wyglądają bardzo wiarygodnie, o tym jak mają się one do wskazań z Polara OH1 dowiecie się w kolejnym wpisie. Wstępne obserwacje wskazują jednak, że mamy do czynienia z bardzo dokładnym sensorem.

Nieco inaczej ma się sprawa z pulsoksymetrem. Pomiar saturacji krwi trwa długo, a jego wyniki są często rozbieżne. Wydaje się, że musimy poczekać na aktualizacje oprogramowania, bo obecnie nie wydaje mi się, żeby ten element działał poprawnie.


Aplikacje dodatkowe

Suunto Plus to dodatkowe aplikacje, które rozszerzają techniczne możliwości zegarków wzbogacając je o dodatkowe funkcje. Na chwilę obecną dostępnych jest 10 dodatkowych rozszerzeń. Znajdziemy tam aplikacje stworzone specjalnie dla wydarzeń takich jak: Wings for Life World Run oraz Red bull X-Alps lub odnoszących się do popularnych platform treningowych jak Strava, czy Training Peaks. Mnie najbardziej zainteresowała: Climb - Hill training.

Climb - Hill training to aplikacja, która automatycznie rejestruje podbiegi jako okrążenia. Rejestrowane jest każde wzniesienie o wysokości przynajmniej 10 metrów. Podczas wchodzenia/schodzenia wyświetlane jest nachylenie w procentach. Po zakończeniu treningu licznik wyświetla całkowitą liczbę wspinaczek. Podobne rozwiązanie w ubiegłym roku zaprezentowała firma Polar, konkretnie w modelu GRIT X.

Wybraną aplikację SuuntoPlus należy uruchomić przed rozpoczęciem sesji treningowej, nie można tych aplikacji uruchomić w czasie trwania treningu. Więcej na ten temat przygotuję w przyszłości w dedykowanym wpisie.


„Snap to Route”...

...czyli po naszemu: "Zadana trasa". Tłumaczenie niespecjalnie mi się podoba, za to już sama funkcja jest świetna! Zaczynamy od utworzenia trasy, którą planujemy biec. Następnie, przed rozpoczęciem treningu, włączamy nawigację i wybieramy "Zadaną trasę". Wówczas funkcja GPS zegarka będzie jedynie lokalizować nasze położenie na trasie nie tworząc własnego śladu. Zarejestrowana trasa będzie zatem identyczna z tą wstępnie przez nas wybraną.

Ta funkcja jest tak dobra i prosta zarazem, że aż dziw bierze, że przez tyle lat nikt wcześniej nie zaimplementował podobnego rozwiązania. Obstawiam, że to tylko kwestia czasu jak zobaczymy podobne rozwiązanie w zegarkach konkurencji.


Bateria

Na pierwszy rzut oka względem klasycznej "dziewiątki" w temacie baterii niewiele się zmieniło. W trybie wydajnościowym (z najlepszą dokładnością GPS) producent deklaruje 25 godzin działania. Porównując to z najlepszymi zegarkami konkurencji szału nie ma. Garminy i Polary oferują pracę w okolicach 40 h. Nie wspominając o COROS'ie, który na jednym ładowaniu wyciąga ok. 60 h.

Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że Suunto 9 Peak to dużo mniejszy sprzęt niż Garmin Fenix, czy COROS Vertix, a co za tym idzie fizycznie nie dysponuje on takim samym miejscem na ogniwo co ww. urządzenia. Druga sprawa to kwestia deklaracji producentów. Finowie i w tym temacie mają swoje standardy i nie zamierzają podążać za trendami rynkowymi. Jeżeli deklarują 25 h to bez trudu jesteśmy w stanie taki wynik uzyskać, nie jest to wynik uzyskany w laboratorium, w ściśle określonych warunkach. Testerzy jeszcze przed premierą donosili, że bez trudu zegarek pracował na jednym ładowaniu nawet 27 godzin.


 

Wynik 25 godzin pracy z GPS, 7 dni z całodobowym monitoringiem tętna i powiadomieniami z telefonu brzmi rozsądnie, nie jest to jednak wybitny rezultat.

W temacie baterii bardzo podobają mi się różne tryby baterii, które możemy wybrać przed aktywnością. Zdefiniowanych jest 4: Wydajność: 25 godz.; Wytrzymałość: 50 godz.; Ultra: 120 godz.; Wycieczka: 170 godz. Ten ostatni wydaje się stworzony na wspinaczkę w górach wysokich, 170 godzin w trybie GPS - szaleństwo. Chociaż należy pamiętać, że odbywa się to kosztem rzadszego próbkowania, a to bezpośrednio wpływa na dokładność pozyskiwanych danych.

Dodatkowo mamy 5-ty tryb użytkownika, który sami możemy skonfigurować według upodobań - takie rzeczy lubimy 😀

O tym jak bateria sprawuje się w praktyce napiszę w kolejnej części recenzji. Już teraz muszę jednak wspomnieć o szybkim ładowaniu, które zostało zaimplementowane do nowego modelu, bo jest o czym pisać. W zasadzie skończyły się czasy kiedy rano przed pracą chcesz skoczyć na krótką przebieżkę, ale masz problem, bo nie doładowałeś baterii w zegarku. Po pierwsze S9 Peak kiedy poziom naładowania akumulatora spadnie poniżej 30% wyświetla powiadomienia o konieczności podłączenia sprzętu do prądu. Po drugie ładowanie jest naprawdę szybkie. Wystarczy dosłownie kilka minut, żeby znacząco podładować akumulator. Przykładowo od 20% do 85% zegarek naładujemy w 25 minut. Pytanie tylko czy tak szybkie ładowanie nie wpłynie negatywnie na żywotność baterii? Na to pytanie niestety nie znam odpowiedzi, ale mam nadzieje, że ludzie z Suunto to sprawdzili.


Zdefiniowane tryby sportowe

Trybów sportowych w Suunto 9 Peak raczej nikomu nie zabraknie. Do dyspozycji mamy ich ponad 80, a do moich ulubionych zaliczam: cheerleading, bieg wodny i wędkarstwo. Komentarz chyba zbędny 😉

Pomiar aktywności i monitoring snu

Zegarek oczywiście poza fazą treningu rejestruje również naszą całodobową aktywność oraz monitoruje nasz sen. Monitorowanie aktywności odbywa się przy pomocy akcelerometru. Licznik kroków działa cały czas, również w trakcie sesji treningowych. Wyjątkiem są oczywiście sporty takie jak jazda na rowerze, pływanie itp. 😉. Dostępny jest również monitoring snu. Funkcję tę musimy aktywować w menu, a następnie ustawić godziny snu oraz docelową długość snu. Podsumowanie snu obejmuje: łączny czas snu, sen głęboki, czas niespania, średnie tętno podczas snu oraz wskaźnik jakości snu. Ten ostatni określany jest w skali od 0 do 100, a wylicza się go na podstawie zarejestrowanych zmian tętna podczas snu.


Co mi się nie podoba?

1. Ekran nade wszystko.

Pisałem o tym wyżej, więc nie będę się powtarzał. Dodam tylko, że rozumiem konieczność stosowania innych typów ekranów w zegarkach sportowych w porównaniu ze smartwach'ami. Jednak obecny standard: 240 x 240 pikseli na wyświetlaczu 1,2 cala jest zwyczajnie za niski żeby nie rzucał się w oczy.

2. Przycinki i opóźnienia.

Zdarza się, że podczas przeklikiwania się przez menu ekran potrafi lagować. Takie sytuacje moim zdaniem nie powinny mieć miejsca - koniec kropka. Nie trafiają do mnie tłumaczenia, że: ... oprogramowanie zegarka nastawione jest na stabilność, a nie wydajność. Gdybyśmy mieli do czynienia z budżetowym sprzętem mógłbym przymknąć na to oko, ale w wypadku Suunto 9 Peak nie powinno być o tym mowy.

3. Dziwne braki w oprogramowaniu

Uwaga dotyczy aplikacji mobilnej, a nie stricte samego zegarka. Na wstępie zaznaczę, że aplikacja Suunto na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy przeszła duże zmiany. W zasadzie jest to zupełnie nowe podejście po decyzji firmy o zamknięciu serwisu Movescount. Transfer na nową platformę nie był bezbolesny. W tym momencie można powiedzieć, że aplikacja jest w pełni funkcjonalna i działa jak należy. Ciągle trwają jednak prace nad funkcjami, które u konkurencji dostępne są od lat, jak na przykład obsługa kilku zegarków. Takie braki mogą dziwić.


Co mi się podoba

1. Podejście firmy do kupujących

Być może jest to konsekwencja wcześniejszych problemów i działań, które przyczyniły się do nadszarpnięcia reputacji firmy. Obecnie Suunto chyba jak żadna inna firma (być może jeszcze Coros) wsłuchuje się w opinię swoich użytkowników. Do tego dochodzi wieloletnie wsparcie i rozwój oprogramowania dla wcześniejszych urządzeń. Dobrym przykładem była ostatnia aktualizacja dla zegarków S9, S5 i S3, która miała miejsce kilka tygodni przd prezentacją S9 Peak. Biorąc pod uwagę, że Sunnto 9 zadebiutowało niemal 3 lata temu jest to sytuacja bez precedensu w świecie zegarków sportowych. Bardzo podoba mi się takie podejście i mam szczerą nadzieję, że firma będzie je kontynuować.

2. Aplikacja

Aplikacja Suunto przeszła długą drogę i pomimo tego, że jak już pisałem wyżej, zawiera ciągle kilka dziwnych braków, lubię z niej korzystać. Do gustu przypadło mi zwłaszcza tworzenie tras biegowych, które tworzy się błyskawicznie, a dostępna mapa popularności ułatwia wytyczanie szlaków na terenie nam nieznanym.

3. Jakość wykonania

To kwestia bardzo subiektywna, ale muszę przyznać, że ten zegarek po prostu mi się podoba. Forma urządzenia jest przemyślana i oryginalna zarazem. Irytuje mnie trochę ta szeroka ramka wokół ekranu, ale w ujęciu ogólnym ten sprzęt wpasowuje się w moje upodobania estetyczne.


Podsumowanie

Suunto 9 Peak to gruntowne odświeżenie linii "9". Fiński producent zaproponował nam, w porównaniu z wcześniejszymi modelami, sprzęt flagowy i filigranowy zarazem. Początkowo obawiałem się, że taki rozmiar może negatywnie wpłynąć na komfort użytkowania, ale okazało się, że jest zupełnie inaczej. Gdy po kilku dniach na moim nadgarstku wylądował ponownie Suunto Spartan Ultra miałem wrażenie, że do ręki doczepiłem sobie wielkiego, ciężkiego kloca. Zacząłem się zastanawiać jak mogłem wcześniej biegać z taką busolą 😉. Z drugiej strony nie zdziwiłbym się, gdy za kilka miesięcy firma wypuściła jakąś wersję Peak'a XL - ludzie lubią duże ekrany.

Suunto 9 Peak to ciągle sprzęt, który można poprawić i jeżeli tylko firma nie zmieni strategi działania możemy być o to spokojni. Na horyzoncie majaczy już kolejna aktualizacja oprogramowania. Zapowiada się, że z czasem ten zegarek będzie tylko lepszy. Nie oznacza to, że obecnie jest jakiś powód dla którego warto wstrzymywać się przed jego zakupem.

To czego brakuje zegarkom Suunto, w porównaniu ze sprzętami konkurencji, to wsparcie treningowe. W tym momencie zegarek nie obsługuje żadnych planów treningowych. Z jednej strony wydaje się to dużym brakiem, ale w mojej opinii nie jest to coś, co warte byłoby włożonej pracy. Nie znam nikogo kto trenowałby w oparciu o schematy dostępne w zegarku. Zdaję sobie sprawę, że to nie jest przekonujący argument, mam tutaj na myśli to, że tego typu rozwiązanie nie sprawdza się w praktyce. Nie ma co się oszukiwać - zegarek jeszcze długo nie zastąpi nam trenera. Zatem inwestowanie w tego typu zagadnienia to na chwilę obecną przepalanie zasobów. W kuluarach słychać plotki o romansowaniu Suunto z TrainingPeaks. Gdyby doszło do integracji i tego typu współpracy byłoby to czymś nieporównywalnie bardziej wartościowym niż dodawanie jakiś schematycznych planów.

Trzymam zatem kciuki za dalszy rozwój zegarków Suunto, bo kierunek w którym zmierza fińska firma zdaje się być ekscytujący. Jak podsumował mój znajomy: Suunto to jakość, prostota i trwałość. S9 Peak tylko to potwierdza.


 

Specyfikacja techniczna

Ogólna
Wymiary: 43 x 43 x 10.6 mm
Waga: 62 g
Materiał pierścienia (ramki): Stal nierdzewna
Materiał szkiełka: Kryształ szafirowy
Materiał koperty: Stal nierdzewna, poliamid wzmocniony włóknem szklanym
Szerokość paska: 22 mm
Materiał paska: Silikon
Wodoszczelność: 100 m
Typ baterii: akumulator litowo-jonowy
Średnica wyświetlacza: 1,2 cala
Rozdzielczość wyświetlacza: 240 x 240
Temperatura robocza: od -20°C do +55°C

Czas pracy baterii
W trybie zegarka: 14 dni
Z monitoringiem całodobowym i powiadomieniami komórkowymi: 7 dni
Tryb treningowy z GPS: Wydajność: 25 godz.; Wytrzymałość: 50 godz.; Ultra: 120 godz.; Wycieczka: 170 godz.

Łączność
Bluetooth: 5.0
ANT+: brak

Odbiornik GPS
Systemy satelitarne: GPS, GLONASS, GALILEO, QZSS, BEIDOU
Częstotliwość zapisu GPS: Best (najlepszy), Good (dobry), OK (ok), Low (niski)

SuuntoPlus: Wings for Life World Run, Ghost Runner, TrainingPeaks, Strava, Red Bull X-Alps, Loop (Pętla), Climb (Wspinaczka), Weather (Pogoda), Safe (Bezpieczeństwo), Sprint.

Całodobowe monitorowanie aktywności
Licznik kroków
Liczba spalonych kalorii
Śledzenie codziennego minimalnego tętna
Historia aktywności

Funkcje pogody
Godziny wschodu i zachodu słońca
Alarm burzowy
Ciśnienie na poziomie morza
Automatyczny profil wysokościomierza / barometru
Temperatura
Zakres wyświetlania temperatury: od -20°C do +55°C
Dokładność pomiaru temperatury: 1°C
Dokładność pomiaru barometru: 1 hPa
Wykres wysokości w podsumowaniu treningu

 

COROS EvoLab - nowości w aplikacji COROS

Nowości w aplikacji COROS. Firma wprowadza ciekawe zmiany na swojej platformie, które pomogą nam w określaniu naszych obciążeń treningowych, a co za tym idzie - skuteczniej trenować.


COROS EvoLab

To swego rodzaju platforma naukowa, która przetwarza dane rejestrowane przez zegarek w czasie treningu. Na ich podstawie oceniany jest nasz poziom sprawności sportowej oraz obciążenie treningowe, jakiemu poddawane jest nasze ciało.

Co ciekawe producent zegarków COROS informuje, że EvoLab ma zastosowanie do wszystkich rodzajów treningów. Oferuje aktualne informacje zwrotne podczas i po treningu na zegarku oraz w aplikacji COROS do monitorowania dziennych, tygodniowych i długoterminowych wskaźników, takich jak obciążenie treningowe, regeneracja, intensywność etc.

Aplikacja wzbogaciła się o dodatkowe funkcje, takiej jak np. przewidywany czas ukończenia maratonu. Nowości dostępne są w zaktualizowanej zakładce Profil w mobilnej aplikacji COROS. 

Przejdźmy do konkretów, co nowego oferuje na EvoLab?

Training Load, czyli obciążenie treningowe


Obciążenie treningowe określa wpływ sesji treningowych wywieranych na nasze ciało. Każdy trening śledzony za pomocą zegarka COROS otrzymuje wynik obciążenia treningowego określany na podstawie tętna i czasu trwania treningu. Liczba zaczyna się od 0 i rośnie w zależności od intensywności i czasu aktywności.

Kondycja, obciążenie i zmęczenie


Nasza kondycja określana jest na podstawie obciążenia treningowego w ciągu ostatnich 6 tygodni. Wyższa wartość oznacza, że możemy dłużej, więcej, bardziej 😉. Obciążenie treningowe szacowane jest na podstawie wykonanych treningów z ostatnich 7 dni.

Zmęczenie to różnica między kondycją a obciążeniem treningowym. Zaprojektowano ją w skali od 0 do 100 w 5 stopniowej skali:

  • Minimalne (0-19): Twoje obecne obciążenie treningowe jest niewielkie i może obniżyć Twoją kondycję w dłuższej perspektywie.
  • Wydajne (20-39): Twoje obecne obciążenie treningowe zostało zmniejszone, aby umożliwić optymalną wydajność podczas wyścigów.
  • Zoptymalizowane (40-59): Twoje aktualne obciążenie treningowe jest idealne do utrzymania lub poprawy kondycji.
  • Wysokie (60-79): Twój obecny trening może być nieproduktywny ze względu na duże obciążenie w ostatnim czasie.
  • Nadmierne (80-100): Twoje obecne obciążenie treningowe jest nadmierne i zwiększa ryzyko kontuzji.

4-tygodniowy rozkład intensywności


Kolejna ciekawostka to 4-o tygodniowy rozkład intensywności naszych treningów. Aplikacja dzieli trening  trening z ostatnich 4 tygodni na podstawie naszych stref progowych. Daje to nam szybki podgląd intensywności przeprowadzonych wszystkich jednostek treningowych.

Istnieją 3 różne poziomy intensywności treningów. Strefy tętna progowego używane we wszystkich innych rodzajach treningu.

  • Łatwy: Progowa strefa tempa 1 lub poniżej.
  • Średnia: progowa strefa tempa 2 i 3.
  • Trudne: Progowa strefa tempa 4 lub wyższa.

Recovery Timer

Zbyt mocny trening to proszenie się o problemy. W zasadzie wszyscy to wiedzą lub przynajmniej o tym słyszeli. Kluczowe jest to by wiedzieć kiedy odpuścić.


Po każdym treningu licznik informuje nas o czasie potrzebnym na pełną regeneracje. Podpowiada nam na jaki rodzaj jesteśmy w danym momencie gotowi. Wydzielono 3 strefy:

  • 0% - 29%: Proszę odpocząć
  • 30% - 89%: Gotowy do łatwego treningu
  • 90% - 100%: Gotowy na ciężki trening

Warto tutaj zaznaczyć, że obecnie czas odpoczynku został określony na maksymalnie 96 godzin. Dlatego przy bardzo długich biegach ta skala może okazać się zwyczajnie za krótka. Dlatego nie zdziwcie się, że po biegu na 100 km, zegarek może was "motywować" do ciężkiego treningu 😉.

 

Kolejne ciekawe nowości to wskaźniki odnoszące się stricte do naszej dyspozycji biegowej.

Pierwszym z nich jest nasz Running Performance, czyli nasza wydajność biegowa.


Kondycja i sprawność to jedno, ale na naszą dyspozycję wpływa wiele czynników nie tylko trening, ale również sen, czy regeneracja. Funkcja ta ma za zadanie odpowiedzieć na pytanie jak dobry był twój ostatni bieg w porównaniu do twojej sprawności biegowej. Zakres waha się od 80% do 120% i ma pięć różnych poziomów od słabego do doskonałego.

  • Słaby (80% – 95%)
  • Rzetelny (96% – 98%)
  • Dobry (99% – 101%)
  • Świetny (102% – 104%)
  • Doskonały (105% – 120%)

Następny widżet to Race Predictor, czyli kalkulator szacunkowy naszej obecnej formy.



Aplikacja szacuje nasze czasy i tempo wyścigu dla 5 km, 10 km, półmaratonu i maratonu na podstawie treningu z ostatnich 6 tygodni. Wg informacji zamieszczonej na stronie COROS EvoLab, duży wpływ na prognozy dotyczące maratonu będą miały biegi powyżej 30 km. Natomiast godzinne biegi z tempem progowym wpłyną wydatnie na prognozy dla dystansu 10 km lub półmaratonu.


Podsumowanie

Oczywiście ktoś może zapytać o dokładność generowanych danych i warto mieć świadomość, że są to tylko szacunki wyliczane na podstawie danych generowanych przez nasze zegarki. Sprzęt, który z jednej strony zbiera ogrom szczegółowych informacji, które czasami są obarczone są dużym błędem pomiarowym. Nie zmienia to faktu, że jest to bardzo ciekawa inicjatywa i mam nadzieję, że COROS będzie ją dalej rozwijał i udoskonalał. Wychodzi na to, że powoli nasze zegarki stają się faktycznie SMART 😉.

Zdjęcie tytułowe oraz grafiki zamieszczoene we wpisie pochodzą ze strony: https://coros.com/evolab.php

Tłumaczenie nazw i wskaźników - własne 😉

Salomon Sense FLOW - test

Salomon SENSE FLOW - co to za buty i jak się w nich biega? Czy warto się nimi zainteresować? Zapraszam do recenzji, gdzie piszę o wadach i zaletach tego modelu oraz o odczuciach z biegania w tych uniwersalnych butach od Salomona.


Podstawowe informacje
marka: Salomon
model: SENSE FLOW
nawierzchnia: teren
przeznaczenie: treningowe
waga (rozmiar 44 2/3): 285 g
drop (spadek pięta-palce): 8 mm

W Salomonach przebiegłem mój pierwszy bieg ultra i było to bardzo dawno temu 😉. Chociaż nie obyło się wówczas bez bólu to wspominam ten bieg z dużym sentymentem. Wtedy jeszcze o butach do biegania nie wiedziałem za wiele. Samych butów terenowych też nie było dużo na rynku. Nie licząc dużych marek, które oferowały głównie buty do biegania po asfalcie, kojarzyłem wówczas tylko dwie marki: Salomon i INOV-8. Nie zgłębiając tematu kupiłem wówczas buty Salomona, a dokładnie model FELLRAISER. Byłem z nich bardzo zadowolony do czasu kiedy nie przebiegłem w nich ultradystansu. Bo jak się wówczas okazało, były na mnie "ciut" za małe. Skutkowało to kolorowymi paznokciami po zawodach 🤣.

Mój brak doświadczenia zaowocował chyba podświadomą niechęcią, bo później już po Salomony nigdy nie sięgnąłem. Po latach postanowiłem sprawdzić co słychać w świecie Salomona. Na start zabieramy się za testy jednego z podstawowych modeli tej marki, czyli - SENSE FLOW.

Model ten doczekał się już w prawdzie swojego następcy - SENSE FLOW 2, ale w związku z tym, że ciągle można kupić obydwa buty zaczynamy testy od pierwszej wersji. Zwłaszcza, że obecnie można nabyć je w promocyjnej cenie i dlatego postaram się odpowiedzieć, czy warto się nimi zainteresować.

Nim jednak przejdziemy do recenzji standardowo zaznaczę, że nie jest to tekst sponsorowany. Buty zostały zakupione przeze mnie z prywatnych środków.


Producent o bucie

Buty SENSE FLOW zapewniają komfort stóp, zarówno gdy przemierzasz leśne ścieżki, jak i ulice miasta. Model ten zapewnia idealne dopasowanie i przystosowuje się do naturalnych ruchów stopy. Ponadto ma liczne cechy niezbędne w obuwiu przeznaczonym na szlak, które zwiększają przyczepność i trzymanie stopy.

Przeznaczenie

SENSE FLOW powstały z myślą o zastosowaniu zarówno w mieście jak i w terenie. Oczywiście taka próba połączenia odmiennych środowisk automatycznie wiąże się z koniecznością pójścia na pewne kompromisy. Mam trochę łatwiej niż inżynierowie Salomona, nie muszę iść na kompromis i dlatego biegam tylko w lesie 😁. Moje testy odnoszą się zatem wyłącznie do biegów w terenie. Warto jednak tutaj wspomnieć, że SALOMON przy produktach określa coś takiego jak "Poziom intensywności użycia". Dla modelu SENSE FLOW tenże został opisany na "od czasu do czasu". Skłoniło mnie to do zastanowienia, czy w związku z powyższym powinienem spodziewać się szybszego zużycia przy intensywnym użytkowaniu, ale o tym później.

Pierwsze wrażenia

Po wyjęciu butów z pudełka buty zaskakują lekkością. Nie jest to złudzenie, bo faktycznie SENSE FLOW w rozmiarze 44 2/3 ważą zaledwie 285 gramów - to miła niespodzianka. Ponadto rzuca się w oczy profilowana, zakrzywiona podeszwa, która ma zapewniać płynne przetaczanie się stopy po podłożu.

Wrażenia z pierwszego biegania miałem zaskakująco pozytywne. Buty są bardzo wygodne. Muszę uczciwie przyznać, że już dawno nie miałem na nogach tak wygodnych chodaków. Materiały użyte do wykonania tych butów są miękkie i elastyczne, co ma odczuwalny wpływ na komfort użytkowania. Wracając do domu po pierwszym bieganiu po leśnych ścieżkach krążyła mi myśl: "Znalazłem buty do mojego lasu" 😉.


Wygląd i cholewka

SENSE FLOW mogą się podobać. Mają prostą, wręcz minimalistyczną budowę. Cholewka zbudowana jest z cienkiej siateczki 3D Mesh, która po bokach wzmocniona jest zatopionym w niej syntetycznym materiałem. Konstrukcja jest bezszwowa, co wpływa na dobre dopasowanie do stopy i wygodę. Język stworzony jest z tego samego materiału, dodatkowo obszyty od wewnątrz przyjemnym w dotyku materiałem. Sznurówki to SALOMON'owy standard, czyli Quicklace. Zapiętek tworzy gładki materiał syntetyczny. Nad nim dodano elastyczny materiał, coś w rodzaju mini skarpety, co miało zapewnić lepsze dopasowanie do stopy.

W praktyce, jak już pisałem wyżej, w butach biega się bardzo wygodnie. Jednak przed bieganiem musimy buciki jakoś wcisnąć na nogę, co nie dla wszystkich może okazać się wygodne. Sznurówki nie dają nam dużego manewru jeżeli chodzi o poluzowanie buta. Dlatego zakładanie tych butów to trochę gimnastyka 😉. Co więcej, należy uważać by przy próbach wpychania stopy nie zawinąć elastycznego języka... tak zakładanie SENSE FLOW to najgorsza część związana z obcowaniem z tymi butami.


Konstrukcja tego buta, jak mniemam, wymusiła na inżynierach zastosowanie większego otworu i chyba stąd ta mini skarpeta, która zapewne ma za zadanie ograniczyć możliwość wpadania kamieni do wnętrza buta. W praktyce sprawdza się to dość dobrze, może nie wzorowo, ale dobrze.

Podeszwa i bieżnik

Podeszwę tworzy pianka EVA, z przodu jej grubość wynosi 16 mm, zaś z tyłu 24 mm. Mamy więc w konstrukcji standardowy, 8 milimetrowy drop. Zewnętrzną podeszwę tworzy guma, która według zapewnień producenta: jest wykonana z najbardziej trwałego materiału... Co do tego stwierdzenia mam pewne wątpliwości. Wydaje mi się, że zastosowana guma nie należy do najbardziej trwałych materiałów z jakimi się spotkałem. Po przebiegnięciu ponad 250 km, miejscami widoczne są ślady zużycia, co nie zawsze miało miejsce w przypadku konkurencyjnych modeli.

Bieżnik opisałbym jako - leśny. Mamy kołki, ale są one dość szerokie i niezbyt wysokie. Niczego innego bym się jednak nie spodziewał po modelu, który ma być uniwersalny. Wygląd wyglądem, ale jak się w tym biega? Mówiąc krótko - dużo lepiej niż się spodziewałem, ale rozwińmy trochę ten wątek.


Podwarszawskie "leśne wydmy" to nie jest najlepszy teren na sprawdzenie możliwości butów terenowych. Co innego Beskid Niski, czy Bieszczady 😁. Warunki w Beskidzie Niskim były akurat iście testowe, czyli nie za mokro, nie za sucho. Od razu zaznaczę, że w największe błoto nie wbiegałem, ale na mokrych odcinkach buty sprawowały się bardzo dobrze. Na trochę gorsze warunki trafiłem w Bieszczadach i gdybym przed biegiem wiedział jak wygląda trasa to pewnie Salomonów w ogóle bym nie założył. Na szczęście o tym nie wiedziałem i dlatego musiałem przebiec zaplanowaną 25 kilometrową wycieczkę. Zacząłem skonsternowany, a skończyłem z myślą, że w SENSE FLOW mógłbym komfortowo przebiec całego Rzeźnika 😉.

To nie był jednak koniec obszarów testowych, bo finalnie we FLOW'ach pobiegałem jeszcze w Tatrach! Zaznaczę, że w pełni świadomy tego, że ten teren to zdecydowanie za dużo niż docelowe przeznaczenie tych butów. O ile przyczepność do podłoża jest całkiem dobra to jednak nieduża ilość
amortyzacji powoduje, że przy dłuższych treningach bieganie po kamieniach, czy korzeniach jest już dla stóp odczuwalne.


Trwałość

Na stronie produktu możemy przeczytać:

Podeszwa Contagrip® MD to rozwiązanie stworzone z myślą o długotrwałym użytkowaniu. Jest wykonana z najbardziej trwałego materiału...

Osobiście mam co do tego stwierdzenia wątpliwości. Przebiegłem w tych butach ponad 250 km. W większości były to nawierzchnie luźne, a nie twarde. Miejscami zużycie bieżnika jest wyraźnie widoczne. W porównaniu z wcześniej testowanymi butami i takim kilometrażu raczej nie obserwowałem takiego stopnia zużycia jak w przypadku SENSE FLOW.

Zastanawiam się też, na ile trwała będzie siateczka Mesh, z której zbudowana jest cholewka. Do tej pory nie zaobserwowałem jej zużycia, ale sprawia ona wrażenie delikatnej. Zwrócę na to uwagę i ewentualnie dodam kolejny akapit, kiedy nazbieram więcej kilometrów.

Uwagi

Przyczepić mogę się do trzech rzeczy. Po pierwsze będą to zbyt krótkie sznurowadła, które sprawiają, że zakładanie SENSE FLOW wymaga pewnej gimnastyki. Po drugie będzie to trwałość podeszwy, która wydaje mi się być nieco poniżej średniej, w porównaniu z wcześniej testowanymi przeze mnie butami. Ostatnia uwaga tyczy się... koloru 😉, a może powinienem raczej napisać "niezdolności" zastosowanego materiału do czyszczenia. Jeżeli podoba się wam jasny kolor tych butów to lepiej przed pierwszym bieganiem zróbcie zdjęcie. Po spotkaniu z błotkiem już nigdy go więcej nie zobaczycie 😂.

Podsumowanie

Salomon SENSE FLOW to buty jakich szukałem, bardzo wygodne i lekkie, które doskonale sprawdzają się na leśnych ścieżkach. Nie są to buty pozbawione wad, ale zastosowane wygodne materiały sprawiają, że po prostu jest radość z biegania 😀.


 
 

Polar OH1 - test dokładności optycznego czujnika tętna

Utarło się przekonanie, że najlepszym sposobem na dokładny pomiar tętna jest wykorzystanie pasów piersiowych. Czy jest to jedyny sposób pomiaru, który gwarantuje nam dużą dokładność? Dzisiaj postaram się udowodnić, że tak nie jest, a głównym bohaterem tego tekstu będzie... optyczny czujnik tętna.



Sprzęt do testów został zakupiony przeze mnie z własnych środków. 

Choć w zasadzie nie jest typowy tekst recenzujący 😉. Opisuję tutaj sprzęt marki Polar, ale materiał ten można traktować w kategoriach bardziej ogólnych. Na rynku dostępne są również inne niezależne czujniki tętna, które również mogłyby się znaleźć w tym tekście. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że ich dostępność nie jest najlepsza i zdecydowanie najłatwiej jest kupić sprzęt Polar'a. Oczywiście test dokładności odnosi się wyłącznie do sprzętu Polar OH1. Na jego przykładzie chciałbym zaprezentować na jakim poziomie optyczne czujniki tętna potrafią rejestrować dane, co dla wielu osób może okazać się zaskakujące.

Optyczne czujniki tętna (OHRM) nie mają dobrego PR. Najczęściej słyszymy o nich, że nie są zbyt dokładne i jeżeli chcemy mieć wiarygodne wskazania tętna z treningu powinniśmy zaopatrzyć się w pas piersiowy. Trzeba uczciwie przyznać, że jest to opinia skąd inąd słuszna. Sam zresztą przyczyniłem się do jej potwierdzenia w ostatnim teście Coros'a Pace 2.

Problem dokładności danych nie wynika jednak z zastosowanej technologii, a związany jest wyłącznie z miejscem wykonywania pomiarów. Optyczne czujniki tętna od lat montowane są w zegarkach sportowych, więc najczęściej dane te pozyskiwane są z okolic nadgarstka. Nadgarstek, jak wykazują badania, to jedno z najgorszych miejsc do pozyskiwania tego typu danych, więcej o tym pisałem tutaj.

Co nam daje optyczny czujnik tętna?

Sama technologia pomiaru stoi na wysokim poziomie i w odróżnieniu do pasa piersiowego zapewnia nam dodatkowe dane biometryczne. Możemy do nich zaliczyć: częstotliwość oddechów, VO₂ max, ciśnienie krwi, saturację oraz zmienność rytmu i efektywność pracy serca.

Bogatsze dane to jedno, ale moim zdaniem nie jest to najważniejsza zaleta optycznych czujników tętna. Do dwóch największych zalet tego sprzętu zaliczyłbym wygodę użytkowania oraz niezawodność.


Wygoda

Przed zakupem wydawało mi się, że nie ma większej różnicy pomiędzy noszeniem pasa piersiowego, a opaski na ramię. Napiszę krótko - bardzo się myliłem. Pas nigdy przesadnie mi nie przeszkadzał, ale gdy się go pozbyłem szybko przywykłem do nowej rzeczywistości 😉.

Wygoda użytkowania odnosi się nie tylko do biegania, ale przede wszystkim do wszelakich ćwiczeń gimnastyczno-siłowych. Sesje treningu siłowego z pasem na piersi nie należą do przyjemnych, a część ćwiczeń jak np. brzuszki, czy burpees'y w ogóle dyskwalifikują jego użycie.

Niezawodność

Pisząc o niezawodności nie mam na myśli dokładności pomiarów, a trwałości urządzenia. Pasy piersiowe nie bez przyczyny zyskały miano najdokładniejszych urządzeń do pomiaru tętna. Mało kto jednak piszę o ich wytrzymałości, która jest w mojej opinii bardzo przeciętna. Oczywiście wszystko zależy od tego jak często korzystasz z tego sprzętu, ale jeżeli trenuje się niemal codziennie taki sprzęt wystarcza na maksymalnie pół roku. Nie ma tutaj znaczenia producent pasa, czy to będzie Suunto, Polar lub Garmin. Po kilkuset sesjach treningowych elastyczne pasy z elektrodami tracą ową elastyczność, bądź po prostu się zużywają. Możemy to zaobserwować nienaturalnie zawyżonymi lub zaniżonymi wartościami tętna.

Z własnego doświadczenia wiem, że przy regularnym treningu taki sprzęt wytrzymuje średnio pół roku. Czasami trochę więcej, czasami trochę mniej. Sposobem na wydłużenie żywotności jest oczywiście zakładanie pasa piersiowego wyłącznie na treningi jakościowe. Wówczas z dużym prawdopodobieństwem taki sprzęt posłuży nam kilka lat. W połączeniu z nadgarstkowym pomiarem tętna, wykorzystywanym na spokojnych rozbieganiach, taki zestaw powinien sprawdzić się dobrze. Jednak nie jest to rozwiązanie optymalne.

Dlaczego optyczny czujnik tętna jest bardziej niezawodny od pasa piersiowego? Odpowiedź jest prosta, niewiele możemy w nim zepsuć i nie specjalnie jesteśmy w stanie go "zużyć". Jedyne co może się nam przydarzyć to rozładowana bateria, ale przed tym łatwo można się zabezpieczyć. Od kiedy zacząłem biegać z naramiennym czujnikiem tętna, skończyły się moje problemy z pomiarem HR.

Dokładność pomiarów

Cała "tajemnica" w uzyskaniu dokładnych pomiarów z optycznego czujnika tętna tkwi w odpowiednim jego umiejscowieniu. Najlepszym miejscem będzie ramię lub przedramię. Więcej o optycznych czujnikach tętna i jakości pozyskiwania danych przeczytacie tutaj.

Osobiście korzystam z czujnika Polar OH1. Jest to sprzęt który zadebiutował na rynku pod koniec 2019 roku. Kilka tygodni temu firma Polar zaprezentowała jego następcę - Polar Verity Sense. Nowa wersja urządzenia doczekała się kilku przydatnych usprawnień, jeżeli jednak chodzi o dokładność pomiarów, wygląda na to, że oba urządzenia cechuje podobny poziom.

Jak to wygląda w praktyce? Spójrzcie sami na poniższe wykresy.

Pierwszy to spokojne wybieganie z przerwą na zawiązanie buta 😉. 


Dalej mamy trening podbiegów:


Kolejny przykład to dłuższe wybieganie:


Na koniec jeszcze sesja z interwałów:


Przykładów można umieścić więcej, ale chyba sami przyznacie, że są one dość... nudne. Analizując średnie i maksymalne wartości tętna widać, że oba urządzenia niemal identycznie rejestrują dane z aktywności. Różnice w danych są marginalne, a zarejestrowane odchylenia nie mają w zasadzie żadnego wpływu na ocenę danego wysiłku. Wartości średniego i maksymalnego tętna najczęściej są identyczne, a ewentualne różnice nie przekraczają 1 bpm (czyli, uderzenia na minutę).

Jedyne co możemy zaobserwować to delikatne, kilkusekundowe, opóźnienie w rejestrowaniu wykresu tętna z OH1 względem pomiaru z pasa piersiowego. Jednak jak już wspomniałem wyżej nie ma to wpływu na finalną jakość danych.


Czy warto?

Moim zdaniem zdecydowanie tak. Za wykorzystaniem optycznego czujnika tętna przemawia przede wszystkim wygoda użytkowania  - jest dużo wygodniejszy od czujników na klatkę piersiową. Czujnik zapewnia też bardzo dobrej jakości dane, a dodatkowo działa ze wszystkimi urządzeniami, bo może  komunikować się zarówno przez ANT+ jak również Bluetooth.

Jedyne co może się niektórym nie podobać to konieczność regularnego ładowania. 12 godzin pracy na jednym ładowaniu w przypadku OH1 może nie wyglądać imponująco. W praktyce jednak nie stanowi to wielkiego problemu, bo czujnik ładuje się szybko. Jeżeli jednak kogoś to nie przekonuje to można zainteresować się najnowszą wersją czujnika Polar Verity Sense, w którym czas pracy na jednym ładowaniu został podwojony i sięga 24 godzin.

Pod względem cenowym Polar OH1 pozytywnie zaskakuje, wyceniono go na 319 zł. Jest on co prawda droższy niż najtańszy pas piersiowy Polar H9 (259 zł), ale jednocześnie sporo tańszy od flagowego pasa Polar H10 (389 zł). W dłuższej perspektywie odchodzą nam również koszty związane z wymianą baterii, czy zakupu nowych elektrod.

Podsumowując krótko - warto!

Copyright © Rock&Run | Powered by Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com