O wspinaniu, bieganiu i podróżowaniu po świecie

Reebok AT CRAZE 2.0 - test

Stylistyka Reebok AT CRAZE 2.0 przywołuje we mnie wspomnienia butów sportowych z lat 90 XX wieku. Nie wiem, czy taka była inspiracja projektantów, ale jedno stwierdzić mogę na pewno - nie jest to propozycja, która kusi nowoczesnym designem, czy minimalistyczną formą. Podeszwa od razu zdradza do czego został stworzony ten but. O tym jak sprawdza się on na biegowych ścieżkach przeczytacie w niniejszym wpisie. Zapraszam do materiału.

Coros Pace 2 - test zegarka cz. 2

Czas na ostatnią część recenzji zegarka Coros Pace 2. Opisuję tutaj swoje doświadczenia treningowe, a później bierzemy na tapetę dokładność rejestrowanych danych. Na końcu oceniam i piszę co mi się w tym sprzęcie podoba, a do czego mam uwagi. Zapraszam do materiału.


Treningi biegowe

Sprzęt używałem jedynie podczas treningów biegowych. Choć według zapewnień producenta z powodzeniem możemy go używać również na rowerze, czy też na basenie. Ze względów na moje biegowe hobby skupiłem się tylko na tej dyscyplinie ponieważ o treningu rowerowym, a już w szczególności pływackim większego pojęcia nie mam.

Przechodząc do sekcji treningowej i wybraniu treningu Bieganie wyświetla się ekran początkowy, na którym znajdziemy informację o godzinie, wykrytym tętnie, naładowaniu baterii i zasięgu GPS. Ikonki tętna i satelity migają na zielono do póki nie zostaną wykryte dane.

Lista zaś obejmuje trzy pozycje: Start, Proste interwały i Ustawienia. Zacznijmy może od końca. W ustawieniach mamy możliwość ustawienia Powiadomień i  Auto pauzy. Jeżeli chodzi o alerty to możemy zdefiniować ich kilka rodzajów: dystansu, tempa, kadencji, tętna, mocy oraz odżywiania. Dla każdego z nich możemy oczywiście dostosować odpowiednie wartości.


Pace 2 w menu aktywności umożliwia zdefiniowanie prostych interwałów. Ustawiamy tutaj ilość powtórzeń, jednostkę biegową i odpoczynek. Mamy też opcję włączenia/wyłączenia rozgrzewki i schłodzenia. 

Akcent biegowy i odpoczynek możemy określić na kilka różnych sposobów. Do dyspozycji mamy oczywiście dystans (określany rzędem wielkości co 50 m), czas (co 5 sek.), ale również opcję "otwartą". Wówczas sami decydujemy o momencie zakończenia poszczególnego etapu poprzez wciśnięcie przycisku Wstecz.

Jeżeli zdecydujemy się na włączenie opcji Rozgrzewka. Rozpoczęcie treningu zaczyna się od tego elementu, a zakończenie tej części następuje po kliknięciu przycisku Wstecz, wówczas rozpoczyna się pierwszy interwał. Analogicznie ma się sytuacja w przypadku Schłodzenia, które rozpoczyna się automatycznie po zakończonej serii interwałów.

Bardziej złożone interwały, np. takie o zmiennych akcentach biegowych, możemy zdefiniować przy pomocy aplikacji Coros, jako konkretną sesję treningową.


Tutaj mała uwaga, w edytorze sesji treningowej mamy na końcu coś takiego jak Przerwa. Jest to błąd tłumaczenia, nie chodzi oczywiście o przerwę tylko schłodzenie (eng. Cool down). Może to wprowadzać w błąd sugerując dodanie jej gdzieś pomiędzy akcenty biegowe.

Trening rozpoczynamy wsiąkając przycisk główny. Przyciskiem Wstecz możemy łapać międzyczas. Ponowne "kliknięcie" cyfrowego pokrętła spowoduje zatrzymanie sesji treningowej. Wówczas na ekranie wyświetlają się następujące opcje: Wznów, Zakończ, Szczegóły i Okrążenia. Trening kończymy wybierając opcję Zakończ i przytrzymując dłużej przycisk główny, a na ekranie zaczyna się odliczanie od 3. Taki sposób skutecznie zabezpiecza nas przed przypadkowym zakończeniem sesji treningowej.

Zapis treningu odbywa się błyskawicznie niezależnie od jego długości. Następnie wyświetlane jest obszerne podsumowanie treningu, wraz z jego śladem GPS.

Trening na bieżni

Każdy kto biegał z zegarkiem na bieżni wie jak wygląda później taki trening na mapie. Dla tych co nie wiedzą podpowiem - jak dobrze skręcone spaghetti 😉. Coros postanowił coś z tym zrobić i wynik tych prac wprawił mnie w osłupienie. Zobaczcie sami jak to wygląda:


Firma jako pierwsza wprowadziła do zegarków sportowych tryb biegania po bieżni, w którym zastosowany algorytm koryguje zapisany ślad GPS do wybranego toru bieżni na stadionie. Przed rozpoczęciem treningu musimy tylko zdefiniować po którym torze będziemy biegać i wjo 😉. Resztą zajmuje się sprzęt, a nasz trening zapisywany jest z dokładnością do metra, przez co możemy dokładnie oszacować tempo biegu.

Ze względu na panującą pandemię i zamknięte stadiony, nie udało mi się sprawdzić jak ten trening wypada w praktyce, ale z pewnych źródeł wiem, że działa 😀.

Uwagi

Jeżeli miałbym się do czegoś przyczepić w kwestii treningu biegowego to byłoby to określanie bieżącego tempa. Zdaje sobie sprawę, że jest to wskaźnik bardzo nieprecyzyjny nad którym trudno "zapanować". Jednak odnoszę wrażenie, że Suunto zrobiło to lepiej. Wartości chwilowego tempa w Pace 2 potrafią dryfować dość obszernie. Szczegół, ale zwracam na to uwagę.

Trening siłowy

O treningu siłowym pisałem już trochę przy okazji omawiania aplikacji Coros. Za pomocą tego oprogramowania możemy taki trening dość szybko zaplanować. Pomocny w tym będzie obszerny atlas ćwiczeń, który dla ułatwienia możemy filtrować po: częściach ciała, mięśniach lub sprzęcie do ćwiczeń.


Zdefiniowany trening możemy zsynchronizować z zegarkiem i będzie on dostępny w zaplanowanych sesjach treningowych. Po uruchomieniu treningu Pace 2 automatycznie zlicza wykonane powtórzenia. Kiedy do końca serii zostaje nam 3 powtórzenia, zegarek sygnalizuje to alertem dźwiękowym. Serię kończymy jednak manualnie (na wypadek gdybyśmy chcieli wykonać więcej) wciskając przycisk Wstecz. Następnie odliczana jest zaplanowana przerwa po której automatycznie zaczyna się kolejna seria ćwiczeń. No i wszystko byłoby pięknie gdyby nie fakt, że te zliczanie ćwiczeń zegarkowi zwyczajnie nie idzie 😉. Skuteczność zależy oczywiście od ćwiczenia, ale realnie nie jest to opcja warta uwagi i należy to traktować w formie ciekawostki. Szkoda, bo liczyłem tutaj na więcej.

Sam atlas ćwiczeń uważam jednak za bardzo przydatne narzędzie i dobre źródło wiedzy. Ułatwia dobór ćwiczeń i zaplanowanie wieczornej gimnastyki, co dla mnie było największym "hamulcem" do ruszenia się z kanapy.

Dokładność GPS

Na początek informacja na temat terenu gdzie prowadzone były testy, bo to oczywiście może mieć wpływ na jakość uzyskanych danych. Biegam niemal wyłącznie w terenie, unikam asfaltu i chodników jak mogę 😉. Dlaczego o tym piszę? Bo może mieć to duży wpływ na uzyskane wyniki. Drzewa mogą tłumić sygnał GPS, co finalnie ma oczywiście wpływ na jakość uzyskiwanych danych. Nie będę tutaj wchodził w szczegóły, chciałbym jedynie zaznaczyć, że bieganie w lesie jest potencjalnie narażone na większe niedokładności pomiarowe, niż bieganie na otwartej przestrzeni i warto to mieć z tyłu głowy.

Chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Chodzi mi o ścisłe porównywanie śladu GPS do internetowych map, czy zdjęć satelitarnych, co nie zawsze jest poprawne. Musimy pamiętać, o czym chyba mało kto zdaje sobie sprawę, że owe mapy również obarczone są błędem i posiadają własne zniekształcenia. Dlatego nie zawsze ślad "nie biegnący" po ścieżce zaznaczonej na mapie oznacza błędny pomiar. Ktoś oczywiście zapyta: Jak w takim razie możemy to zweryfikować? Odpowiedź jest prosta - nie możemy 😁. Nie piszę tego, żeby bronić producentów zegarków sportowych, nie twierdzę też, że każde odstępstwo śladu od leśnej ścieżki wynika ze zniekształcenia zdjęcia satelitarnego, zwracam jedynie uwagę, że takie odstępstwa mogą wynikać zarówno przez błędy z rejestrującego urządzenia, jak również z niedokładności danych podkładowych.


Coros Pace 2 zapewnia nam 3 tryby pomiarowe:

  • GPS/QZSS
  • GPS/QZSS + Glonass
  • GPS/QZSS + BeiDou

Dla niewtajemniczonych rozszyfrowujemy powyższe terminy. GPS to oczywiście globalny system nawigacyjny USA. QZSS (Quasi-Zenith Satellite System) to japoński system regionalny, który wspiera system GPS i poprawia jego dokładność na obszarze wschodniej Azji i Oceanii. Glonass i BeiDou to z kolei odpowiedniki amerykańskiego GPS, czyli globalne systemy utworzone odpowiednio przez Rosję i Chiny. Domyślenie mamy włączone GPS/QZSS + Glonass i taka konfiguracja powinna działać u nas (tj. w Europie) najlepiej.

Jak zatem wypada Pace 2 jeżeli chodzi o dokładność rejestrowanych śladów GPS? No cóż zacznijmy od tego, że w tym wypadku trudno o jakieś wiarygodne dane referencyjne. Porównując jednak zarejestrowany ślad z wygenerowanymi trasami *.gpx trudno doszukać się jakichkolwiek istotnych niezgodności. Występują oczywiście małe odchylenia od szlaku, ale są to raczej kosmetyczne niedociągnięcia niż błędy.


Z zegarkiem wykonałem kilkanaście treningów i muszę przyznać, że nie odnotowałem żadnej sytuacji, w której Coros istotnie "zjechałby" z trasy. W porównaniu z, co prawda kilkuletnim już Suunto Spartan Ultra można zaobserwować, że Pace 2 rejestruje ślad z mniejszymi odchyleniami od ścieżek, co prezentuje na przykładowych zrzutach.


Tryb UltraMax

O tym trybie wspominałem już w pierwszej części recenzji. Jest to tzw. tryb oszczędny, kiedy urządzenie na każde 2 minuty korzysta z sygnału GPS tylko przez 30 sekund, a przez kolejne 90 wykorzystuje akcelerometr i żyroskop do oszacowania naszej pozycji. Ma to wyraźny wpływ na długość pracy na jednym ładowaniu, ponieważ ze standardowych 30 godzin czas wydłuża się do 60h. Oczywiście w konsekwencji uzyskujemy mniej dokładne dane. O jakich różnicach mówimy? Dla przykładu na długim treningu Suunto Spartan Ultra wyliczył mi dystans: 41,28 km. Na tej samej trasie Coros Pace 2 w trybie UltraMax pokazał: 41,75 km. Mówimy zatem o niespełna 500 metrów różnicy, przyznam szczerze - byłem pod wrażeniem.

Jeżeli zaś chodzi o dokładność śladu to w przeważającej części wygląda on na poziomie mojego starego zegarka. Incydentalnie zdarzają się jednak większe błędy jak na zrzucie poniżej.


Nieco gorzej w trybie UltraMax zegarek poradził sobie na mniejszej pętli. Ostre skręty to potencjalnie fragmenty najbardziej narażone na niedokładności. Doskonale pokazuje to przykład poniżej, gdzie wykonałem bieg na 4 kilometrowej pętli w trybie standardowym oraz UltraMax.


Choć błędy na obrazku wydają się być spore, to w długości odcinka różnica pomiędzy dwoma pomiarami to raptem 0,11 km. W trybie standardowym na "kółko z rozbiegówką" zegarek zarejestrował 6,34 km, natomiast w trybie UltraMax 6,45 km.

Z jednej strony jestem pod wrażeniem pracy inżynierów, którzy potrafili uzyskać takie rezultaty. Z drugiej zaś zastanawiam się kto w ogóle będzie z tego korzystał? 🤔 Pace 2 już w trybie standardowym zapewnia świetny czas pracy na jednym ładowaniu. Być może jest to opcja dla maniaków biegających ultra powyżej 24h, bo z powodu braku nawigacji nie jest to sprzęt na górskie ultra.

Reasumując, jakość rejestrowanego śladu GPS jest bardzo dobra, choć trzeba też uczciwie przyznać, że pora roku (marzec) była sprzyjająca dla testowanego urządzenia. Drzewa nie miały jeszcze liści, więc potencjalne tłumienie sygnału GPS w lasach, które występuje w wyniku obecności gęstego poszycia, nie zaobserwowałem 😉.

Ocena dokładności nadgarstkowego czujnika tętna

Nadgarstkowy pomiar tętna jest dość kontrowersyjną technologią. Z jednej strony jest to bardzo wygodne - zakładamy zegarek i bez żadnych dodatkowych akcesoriów mamy rejestrowany pomiar. Problem w tym, że jakość tego pomiaru często bywa niewystarczająca, więcej o tym pisałem tutaj.

Osobiście nie jestem fanem takiego rozwiązania i to z kilku powodów. Po pierwsze realnie płacimy za tą technologię z której de facto nie korzystamy. Jeżeli z jakiegoś powodu będziemy chcieli rejestrować pomiar tętna na treningu, będziemy zmuszeni zakupić dodatkowe akcesorium, czy to w postaci pasa na klatkę piersiową, czy optycznego czujnika na ramię. Drugi argument za zaprzestaniem montowania tych czujników to... klimat. Przez większość część roku jesteśmy "skazani" na grubszą odzież. Wtedy zegarek najwygodniej założyć na ubranie, szamotanie się z rękawami w czasie treningu to nie jest nic przyjemnego. To jednak tylko mała dygresja, jak ten sprzęt sprawdza się w praktyce?

Zacznijmy od metodyki, bo to dość istotne. Często zdarza mi się oglądać sytuacje, kiedy recenzent danego zegarka porównuje go z kilkoma innymi urządzeniami umieszczonymi często na tym samym ręku. Pragnę zaznaczyć, że taki test nie prezentuje wiarygodnych wyników. Przede wszystkim dlatego, mając na jednym ręku dwa zegarki siłą rzeczy jeden jest umieszczony wyżej nadgarstka przez co będzie miał "przewagę". Poza tym odwoływanie się do dwóch lub więcej wyników z nadgarstkowego pomiaru tętna niczego nie wyjaśnia. Żaden sprzęt dostępny na rynku nie robi tego dobrze, więc opierając się tylko na pomiarze z nadgarstka nie ma absolutnie większego sensu. W swoim teście za urządzenie referencyjne przyjąłem optyczny czujnik tętna Polar OH1.

Jak w praktyce wypada czujnik? Mówiąc krótko - jak typowy sprzęt tego typu. Czyli na spokojnych rozbieganiach radzi sobie całkiem dobrze. Zarejestrowane wartości najczęściej nie odbiegały od pomiarów z czujnika OH1. Oczywiście zdarzają się jakieś różnice, czy drobne odchylenia, ale w ujęciu całościowym odzwierciedlają one faktyczny wysiłek treningowy. Takich dni było najwięcej, ale też zdarzały się i takie kiedy na pomiarze z OH1 miałem średnie tętno na poziomie 139, a Coros Pace 2 pokazał mi 150. Jeżeli dodam do tego, że był to mój bieg długi (37 km) to mamy w tym wypadku zupełnie inny rodzaj treningu.

Najczęściej, co jednak chciałbym podkreślić, na spokojnych rozbieganiach rejestrowane dane były bliskie temu co odnotowywał czujnik OH1, a różnica pomiędzy średnim tętnem wynosiła między 1, a 2 uderzenia serca. Kluczowe przy nadgarstkowym pomiarze jest żeby sprzęt umieścić nieco powyżej nadgarstka i zapiąć pasek w taki sposób, aby urządzenie dobrze przylegało do ręki. Nie może być, ani za luźno, ani za ciasno 😉, więcej o tym pisałem we wpisie o optycznych czujnikach tętna.

Biegi spokojne to jedno, ale istotniejsze, a już na pewno trudniejsze jest rejestrowanie akcentów treningowych. Jak sobie z tym radzi czujnik z Pace 2? Mówiąc krótko - nie radzi sobie.

Podczas wykonywanie szybszych, krótkich odcinków jak przebieżki sprzęt wyraźnie się "gubi" 😉. Poniżej przykładowy wykres tętna na krótkich przebieżkach:

Jeszcze gorzej ma się sytuacja w przypadku podbiegów. Wówczas mocno pracujemy pod górę, a kiedy jesteśmy na szczycie górki nasze tętno dość szybko spada. Zmiany są duże w krótkim odstępie czasu i zegarek nie potrafi ich zarejestrować.


Trochę lepiej wygląda sytuacja w przypadku wykonywania kilkuminutowych interwałów. Odcinki są już na tyle długie, że zmiany tętna udaje się zarejestrować, ale jakość tych danych pozostawia wiele do życzenia. Poniżej przykład z takiego treningu.


Podsumowując, nadgarstkowy czujnik tętna w zegarku Coros Pace 2 jest bardzo przeciętny. Dość dobrze radzi sobie przy treningach o niskiej intensywności, a ewentualne błędy pomiarowe nie mają większego wpływu na ocenę intensywności całego treningu. Jednak nawet i przy spokojnych biegach zegarek potrafi spłatać figle, zwłaszcza jeżeli nie zapniemy paska odpowiednio mocno. Jakość pomiarów zaczyna jednak wyraźnie spadać wraz ze wzrostem intensywności wysiłku. Kilkuminutowe interwały są co prawda rejestrowane, ale z wyraźnym błędem, choć ciągle możemy je łatwo wskazać na wykresie. Jednak kiedy zmienność intensywności jeszcze bardziej wzrasta np. podczas zabawy biegowej, czy w czasie podbiegów sprzęt już zupełnie sobie nie radzi i zarejestrowane dane często nie mają nic wspólnego z realnym wysiłkiem.

Podsumowanie

Coros Pace 2 to sprzęt nietuzinkowy i oryginalny zarazem. Jest to najtańsza propozycja zegarka sportowego marki Coros. Producent obrał jednak odmienną strategię niż liderzy rynku zegarków sportowych. Konkurencja proponuje dobrze wykonane urządzenia z dużymi ograniczeniami zarówno  sprzętowymi jak i funkcyjnymi. W przypadku Pace 2 mamy sytuację odwrotną, z wierzchu niepozorny, a w środku "wariat" 😉. Jeżeli weźmiemy pod uwagę kryterium "możliwości do ceny" to ten sprzęt nie ma sobie równych i zjada konkurencyjne urządzenia na śniadanie. Mogą z nim tylko konkurować w kategorii wyglądu. Coros jednak zrobił zręczny unik i zamiast tłumaczyć dlaczego nie użył lepszych materiałów wykończeniowych mówi wprost, że priorytetem jest waga. Tak powstał super lekki, prawie wszystko-mający sprzęt treningowy, który dla większości sportowców, amatorów jak i pro, będzie sprzętem kompletnym. Bardzo podoba mi się ta strategia i cieszy mnie, że Coros zaproponował coś innego, a nie kolejny tani zegarek z innym logo na obudowie.

Na duży plus zasługuje również aplikacja. Ładna, intuicyjna i przede wszystkim bardzo sprawna zapewnia dobre wrażenia z użytkowania. Synchronizacja z urządzeniem przebiega błyskawicznie, co niestety nie jest rynkowym standardem. Ponarzekać można na brak webowej wersji platformy treningowej, choć tutaj osoby o analitycznym zacięciu mogą skorzystać z dostępnych alternatyw.

Coros Pace 2 to zegarek, który chyba nie da się nie polubić. Choć miałem do niego kilka uwag to gdybym był zapalonym maratończykiem, czy biegał krótsze dystanse - nie szukałbym dalej. Jednak jako górski zwierz jednego braku przeboleć nie mogę - nawigacji. Jest to dla mnie kluczowa funkcja, z której nie jestem w stanie zrezygnować. Nie chodzi mi nawet o dostępność do map, bo te wolę przeglądać na większym ekranie, ale o zwykłą nawigację po śladzie. Wielokrotnie ustrzegła mnie nie tylko przed zgubieniem trasy na biegu, ale przede wszystkim ratowała skórę w czasie górskich ekspedycji.

Pace 2 jako typowy zegarek biegowy określiłbym mianem sprzętu kompletnego. Jeżeli szukacie zegarka sportowego, jego wygląd spełnia wasze oczekiwania - brać nie zastanawiać się - będziecie zadowoleni.


Linki do wcześniejszych tekstów:

Coros Pace 2 - test zegarka cz. 1
Coros Pace 2 - aplikacja


Coros Pace 2 - aplikacja

Kontynuujemy testy zegarka Coros Pace 2. W tym wpisie odchodzimy trochę od samego urządzenia na rzecz aplikacji, ale testując dany sprzęt nie sposób nie wspomnieć o platformie do zarządzania danym sprzętem. Jest to kluczowy element całości i z punktu widzenia komfortu użytkowania zegarka, równie ważny, co samo urządzenie. Dzisiaj omawiam szeroko aplikacje Coros przy pomocy której obsłużymy nie tylko Pace 2 i pozostałe urządzenia marki, ale również możemy zarządzać, planować i analizować nasze treningi. Zapraszam do materiału.

Co mi w uszach gra? Czyli podcasty do biegania

Co robić podczas biegania? Po ostatnim wpisie Agnieszki już chyba wiecie 😉. Kontynuujemy temat, dzisiaj pora na listę moich propozycji. Zapraszam do materiału.

Z moich obserwacji wynika, że mniej więcej połowa moich biegowych znajomych nie wychodzi na bieganie bez słuchawek. Poniekąd to rozumiem, choć sam nie podchodzę do tego tak ekstremalnie, to jednak w większości przypadków preferuję treningi, kiedy coś mi do ucha gada 😉.

Swoją drogą temat biegania ze słuchawkami lub bez jest bardzo ciekawy i mam na ten temat swoją teorię, ale o niej może kiedy indziej. Z dopasowaniem słuchawek raczej nie miewam problemów. Wbrew pozorom, nie wszyscy mają tak dobrze, więc już na wstępie jestem potencjalnie narażony na "słuchawkową zarazę". Większość moich treningów to spokojne bieganie, zatem na przestrzeni roku do zagospodarowania mam setki godzin. Dla geografa o szerokich zainteresowaniach jest to zatem szansa, obok której nie można przejść obojętnie 😁.

Swoją (audio)biegową przygodę zaczynałem oczywiście od słuchania muzyki. Wtedy sukcesem było już samo zmobilizowanie się do wyjścia, muzyka była więc dla mnie swego rodzaju atrakcją. Atrakcją, która po kilkunastu minutach biegu umożliwiała ucieczkę od myśli "a może jednak skrócić dzisiejszy trening".

W momencie kiedy kondycja umożliwiała mi już trucht bez łapczywego łapania powietrza, przyszedł czas na książki. Zawsze lubiłem czytać, dlatego kiedy bieganie przestało mi przeszkadzać i nie walczyłem już o to by się nie zatrzymać, przekierowanie części uwagi na czytającego lektora nie była problemem. Pamiętam, że było to moje "wielkie odkrycie" 😉 zwłaszcza że na przestrzeni lat czasu na książki ubywało, a tu nagle pojawiła się taka okazja.


Ostatnie kilkanaście miesięcy to jednak kolejny przełom w brzmieniu moich treningów. Dynamiczny rozwój rynku podcastów na przestrzeni ostatnich lat sprawił, że mamy do dyspozycji coraz więcej świetnych audycji do wyboru praktycznie na każdy temat. Agnieszka w ostatnim wpisie przestawiła swoją listę faworytów. Dzisiaj czas na mnie i moje propozycje.

1. Dział zagraniczny

Tak wiem, było już o tym, ale ten program jest na tyle dobry, że muszę o nim wspomnieć. Dla osób, które wychowały się na magazynie National Geographic (tak jak ja) to pozycja obowiązkowa. Usłyszycie tam o świecie w sposób ciekawy i wciągający, ten program poszerza horyzonty. Poza świetnymi historiami słychać tam również dziennikarskie doświadczanie Maćka Okraszewskiego. To niestety ma też swoje przykre konsekwencje! Po kilku odsłuchanych odcinkach tego programu powrót do innych, amatorskich propozycji staje się nieprzyjemny 😉.
https://www.dzialzagraniczny.pl/category/podcasty/


2. Brzmienie świata z lotu Drozda

Pozostajemy w temacie podróżniczym. Paweł Drozd stworzył program, który daje nam szansę poznać i zrozumieć świat. Nie usłyszycie tam wiele o polityce, ale poznacie niezwykłe historie i ludzi je tworzących. Świetna realizacja programu, który wzbogacony jest o nietuzinkowe propozycje muzyczne, które na pewno Was zaskoczą. Posłuchajcie koniecznie.
https://www.facebook.com/brzmienieswiata/



3. Raport o stanie świata

Raportu Rosiaka pewnie większości nie trzeba przedstawiać. Radiowa audycja po wieloletniej obecności na antenie Trójki wraca w nowej odsłonie w formie podcastu. Informacje i komentarze o najważniejszych wydarzeniach na świecie. Jak mówi sam autor o swoim programie: 

Przyglądam się światu i opowiadam o nim przy pomocy słów i innych dźwięków: rozmów z ludźmi, którzy znają się na rzeczy, relacji reporterskich w różnych miejsc na świecie i muzyki, która zawsze jest na temat – nawiązuje do tematów i miejsc, o których mówimy. Treść programów dotyczy wszystkich sfer życia: polityki, kultury, nauki, sportu, sztuki, technologii, medycyny, obyczajów, itd.

https://raportostanieswiata.pl/


4. Dietetyka oparta na faktach

Tytuł w zasadzie mówi wszystko 😁. Autorem tego podcastu jest Radek Smolik, który nie owija w bawełnę tylko opowiada o żywieniu w oparciu o badania naukowe. Program nasycony wiedzą, być może niektóre odcinki słuchać będziecie dwa razy, ale warto poświęcić na to czas. Żywienie to temat rzeka, nie jest prosty jak chciałaby go widzieć większość z nas. Mnóstwo wariacji i zależności sprawia, że połapanie się w tym wszystkim może wydawać się niemożliwe. Odnoszę wrażenie, że ciągle łatwiej trafić jest na wypowiedź jakiegoś dietetyka-szamana, niż na osobę w istocie kompetentną. Dużo praktycznych porad i teoretycznych rozważań, polecam wszystkim zainteresowanym tematem żywienia.
https://www.dietetykaopartanafaktach.pl/podcast/

5. Z pasją o mocnych stronach

To propozycja dla osoby dla których rozwój osobisty nie jest obojętny. Autorem podcastu jest Dominik Juszczyk, certyfikowany trener Instytutu Gallupa, który jak sam o sobie mówi:

Nieustannie szukam sposobów na mądre i intencjonalne działanie i świadomie buduję nawyki. Lubię myśleć, że jestem w drodze – wciąż przyglądam się temu, co jest dla mnie ważne, eksperymentuję i wyciągam wnioski.

Dobra pozycja dla osób szukających inspiracji do zmiany lub działania 😉.
https://dominikjuszczyk.pl/category/podcast/


Jeżeli macie jakiś swoich faworytów koniecznie napiszcie w komentarzach.

EVADICT MT Cushion - test

EVADICT to nowa marka ze stajni Decathlona. Wcześniejsze modele butów biegowych tej popularnej sieciówki zostały przemianowane dostając przy okazji nowe wersje kolorystyczne. Tak stało się w przypadku butów: XT7, MT2, czy TRAIL Race 4. Przy okazji debiutu nowej marki dostaliśmy również nową propozycję buta do biegów w terenie: MT Cushion. Jak ten model poradził sobie w naszym teście? Zapraszam do materiału.

VIII ultraMaraton Bieszczadzki - relacja

VIII UltraMaraton Bieszczadzki za nami. W tym roku mieliśmy edycję wyjątkową w związku z sytuacją epidemiczną. Wyjątkowe były też uczucia, które towarzyszyły mi podczas biegu, bynajmniej nie ze względu na COVID. O szczegółach przeczytacie poniżej.



Zastanawialiście się dlaczego bieganie w zawodach potrafi być takie unikalne? Często o tym myślałem co sprawia, że pomimo trudów jakie przeżywamy podczas zawodów, ciągle na nie wracamy. Wyobraźcie sobie zatem taką sytuację: przygotowujecie się do jakieś imprezy wiele tygodni, poświęcacie dziesiątki godzin na trening, ćwiczenia, regeneracje etc., a to wszystko kosztem innych rzeczy, doba ma wszak tylko 24 godziny. Rzetelnie przepracowaliście okres przygotowawczy, w międzyczasie udało się wam uchronić przed kontuzjami. Jeżeli dotarliście do tego etapu to już jest to wyjątkowe, ale to jeszcze nie koniec! Przyjeżdżacie na start i... no właśnie rzecz w tym, że macie tylko jedną, jedyną szansę, żeby zaprezentować sobie i innym, na co was stać. Przytłaczające, nieprawdaż? 😉

Nie o stresie tu jednak chciałem pisać, bo ten co prawda zawsze (w większym lub mniejszym stopniu) nam towarzyszy, jednak na naszą dyspozycję dnia wpływa tak wiele różnych rzeczy... że chyba lepiej o tym wszystkim, zwlaszcza przed zawodami, po prostu nie myśleć. Dzień "konia" to jest to, o czym chyba każdy zawodnik marzy przed startem w zawodach. Tym razem nie było mi dane cieszyć się taką dyspozycją.

Trasa biegu w porównaniu z tą z ubiegłego roku uległa małej zmianie, szczegółowo o tym pisałem już w zapowiedziach. Zainteresowanych odsyłam do tekstu.


Wystartowałem w ostatniej grupie zawodników. Start odbył się przy orliku w Cisnej o 2:00 w sobotę 10 października. Ruszyliśmy spokojnie, nikt nie narzucał jakiegoś kosmicznego tempa, co nie zawsze ma miejsce nawet podczas startu na dystansie 90 km 🙂. Pierwsze kilometry biegłem w czołowej grupie zawodników, ale gdy zaczęło się podejście świadomie spuściłem trochę nogę z gazu. Trasa była dobrze oznaczona i pomimo, że światełka prowadzących biegaczy zniknęły mi z oczu, nie miałem żadnych problemów ze znalezieniem drogi. Biegłem spokojnie na szóstej pozycji.

Na pierwszy punkt odżywczy w Roztokach dotarłem po godzinie i czterdziestu czterech minutach. Uzupełniłem wodę w bidonie i szybko wróciłem na trasę. Na odcinku do Solinki wspominałem ubiegłoroczną wywrotkę i awarię czołówki. W tym roku na szczęście obyło się bez tego typu niespodzianek. Postój w Solince wyglądał podobnie jak na pierwszym punkcie - dolałem wody i pognałem dalej. Wolałbym korzystać z prywatnego supportu, ale w tym roku taka możliwość była dopiero na trzecim punkcie odżywczym - Roztoki II. Z uwagi na fakt, że miał to być już 40 km trasy, rozsądnie było dbać o zapas wody.


Gdy dobiegałem do punktu Roztoki II zaczynało świtać. Pomimo tego czułem się po prostu źle. Byłem obolały i brakowało mi sił. Nie mogłem znaleźć przyczyny tej słabości. Przebiegło mi nawet przez głowę, czy aby nie jestem chory. Zacząłem zastanawiać się, czy kontynuowanie biegu ma w tym wypadku jeszcze jakiś sens. Na moje nieszczęście miał być to mój ostatni bieg w sezonie, więc o wymówki było w tym momencie trudno. Na punkcie zmieniłem buty, Agnieszka wcisnęła mi jakąś zupę i poturlałem się dalej. O kryzysie jej nie wspominałem, postanowiłem jeszcze powalczyć.


W drodze do Wetliny ponownie uciekłem we wspomnienia. Wracałem myślami do wrześniowych treningów na tym odcinku trasy. To mi chyba jakoś pomogło, bo biegło mi się lepiej. Do Wetliny przybiegłem jako czwarty zawodnik z przeszło 10 minutową stratą do trzeciego 
i niewielką przewagą nad piątym. Zamiast jednak myśleć o pogoni dopadł mnie srogi kryzys. Tak, znowu na Smereku, podobnie jak rok temu, przeżywałem katorgę. Obiecałem sobie wtedy, że na powtórkę tej sytuacji sobie nie pozwolę. Nic z tego jednak nie wyszło. Mozolne człapanie na Smoka sprawiło, że roztrwoniłem swoją kilkuminutową przewagę nad piątym zawodnikiem. Osiągając Smerek miałem go tuż za plecami. Postanowiłem, w miarę możliwości, odskoczyć na zbiegu. Zacząłem szybciej przebierać nogami i dość szybko okazało się, że dystans między nami wzrasta. Puściłem się w dół na miarę możliwości swoich i... terenowych. Do góry ciągnęło niestety dużo ludzi i trudno było nabrać prędkości. Po zbiegu były te cholerne tory, czyli nieco ponad kilometr biegu po starych, zarośniętych torach, który ciągnął się w nieskończoność. Na ostatnim punkcie odżywczym uzupełniłem zapasy, zmieniłem koszulkę i ruszyłem na ostatni 18 kilometrowy odcinek. Sił nie miałem, ale jak najszybciej chciałem mieć to już wszystko za sobą. Moja strata do 3 zawodnika wynosiła już prawie 12 minut... za siebie już się nie oglądałem.


Po przebiegnięciu 70 kilometrów trudno jest podkręcić tempo. Czy dałem z siebie wszystko? Raczej nie, choć w tamtym momencie starałem wykrzesać z siebie resztki ambicji, żeby zmobilizować się do większego wysiłku. Plan zrealizowałem połowicznie. Ze wspomnianych "
prawie 12 minut" urwałem 8, zabrakło niecałe 4 minuty do trzeciego miejsca. Bieg ukończyłem w czasie: 11h 04m 33s i skłamałbym pisząc, że byłem zadowolony. Chociaż nie, wróć - zadowolony byłem, że w końcu dotarłem do mety. Wynik zaś do dzisiaj wzbudza we mnie duży niedosyt, najchętniej pobiegłbym tam raz jeszcze.


Chciałbym Wam serdecznie podziękować za wszystkie kciuki, lajki i komentarze na Facebooku 👍. 
Dziękuję FlexiStav Team za świetną atmosferę i ... kostium! Na razie tematu nie będę rozwijał, ale jest szansa na coś nowego od przyszłego sezonu. Te "coś" zasługuje na pewno na osobny wpis, zatem jak mawiają za oceanem: stay tuned 😉

Dzięki też dla Marka za kibicowanie na trasie! Zbicie "piony" z rana na Okrągliku dodało mi motywacji 👍👍

Na koniec największe podziękowania dla Agnieszki za mistrzowski support na trasie 🙏. Gdy zbliżę się w bieganiu do poziomu jej supportu to takie biegi będę wygrywał w cuglach 😉


Statystyki z biegu

Dystans: 90 km
Nr startowy: 43
Kategoria: M30
Czas: 11h:04m:33s
Miejsce Open/Kategoria: 4/3

Link do wyników

Link do Stravy:

Copyright © Rock&Run | Powered by Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com