O bieganiu z górskiej perspektywy.

Garmin Ultra Race Radków - relacja z zawodów

We wrześniu 2024 zaliczyłem swój pierwszy bieg po operacji kolana. Wówczas udało mi się przebiec niecałe 2,5 kilometra, ból w kolanie nie pozwolił mi wówczas na więcej. Mniej więcej po roku, we wrześniu 2025 - ukończyłem w Radkowie trzydniowe zmagania w ramach Garmin Ultra Race Challenge 158k.

Garmin Ultra Race Radków był moim startem „A” na rok 2025. Rok, który jak zapewne słyszeliście tutaj wielokrotnie, był całkowicie szalony i nieprzewidywalny. Sam zastanawiam się jak te wszystkie wydarzenia udało się pogodzić i wypracować formę na wrzesień. O problemach zdrowotnych wspominałem w mediach społecznościowych wielokrotnie, więc tym razem nie będę o tym wspominał, poza stwierdzeniem, że z kolanem podczas tego wyzwania problemów nie miałem już żadnych.

Zacznijmy od tego dlaczego zawody w Radkowie? Rok 2024 był pechowy nie tylko dla mnie, ale i całej Kotliny Kołodziej. To właśnie w czasie kiedy planowany był GUR, region zmagał się z ulewami, które ostatecznie doprowadziły do powodzi. Można zatem powiedzieć, że nie tylko dla mnie ten rok był czasem powrotu.


Wrócić chciałem, ale na własnych warunkach, czyli nie po to, aby zaliczyć te trzydniowe zawody, tylko aby poprawić swój wynik z 2023 r. Ten jest całkiem solidny, bo zmagania zakończyłem wówczas z czasem 15h 11m 16s, co było najlepszym wynikiem w historii radkowskiego Challenge’u.

W tym roku postawiłem sobie za cel złamanie 15 godzin.
Taktyka na zawody była raczej prosta. W dzień pierwszy pobiec mocno. W dzień drugi przynajmniej utrzymać tempo, a trzeciego dnia zawalczyć na ile sił zostanie.

GUR 78

Piątkowe zmagania na dystansie 78 km, okazały się dla mnie łatwiejsze o tyle, że przez większą część trasy miałem doborowe towarzystwo w postaci Maurycego, z którym przebiegłem pierwszą cześć trasy. W okolicach 50 kilometra odskoczyłem trochę na zbiegu i później biegłem już samotnie do mety na której zameldowałem się z czasem 7:07:25! Międzyczasy rozpisane miałem na wynik 7:10:00, można więc powiedzieć, że wyszło lepiej niż chciałem, ale prawda jest taka, że nawet w obecnej formie mogłem powalczyć o jeszcze lepszy wynik. Niedoszacowałem jednak utraty płynów w drugiej części biegu, co skutkowało niższą intensywnością na ostatnim dużym podbiegu.


Pierwszego dnia popełniłem jeszcze jedną strategiczną pomyłkę, chwaląc naszą małą córeczkę jak to ona daje nam się wysypiać. Przebieg nocy z piątku na sobotę możecie dopowiedzieć sobie sami.

Statystyki z biegu poniżej, po kolei: czas, dystans, tempo i spalone kalorie.

⏱️ 7:07:25
📏 77.6 km
🏃‍♂️ 5’30”/km
🔥 6815 kcal 

GUR 57

Dzień drugi to nieco krótsza pętla z dnia pierwszego. Na starcie spotkałem Pavla, z którym biegłem ten dystans również dwa lata wcześniej. Samopoczucie nie było najlepsze, ale gdy zaczęliśmy biec sytuacja się unormowała. Pogoda tego dnia była całkiem dobra, choć akurat kiedy zaczynałem techniczny odcinek przy Skałach Puchacza zaczęło padać. Szybko pojawiło się błotko, a co za tym idzie zrobiło się ślisko. Wystarczyła chwila nieuwagi i niestety skończyło się spektakularną wywrotką. Pechowo przygrzmociłem dodatkowo z czuba w wystającą skałę. Zapaliły mi się gwiazdki na niebie, a w bucie poczułem niepokojące "ciepełko". Przez chwilę bałem się co będzie dalej, ale na szczęście okazało się, że mogę kontynuować bieg.

Niestety tego dnia nie miałem wystarczająco siły by móc rywalizować o zwycięstwo. Na metę przybiegłem za Pavlem Brydlem z przyzwoitym czasem 5:06:49. Szczerze przyznaję, że założenia miałem trochę bardziej ambitne, ale tego dnia na tyle było mnie stać.

⏱️ 5:06:49
📏 57.4 km
🏃‍♂️ 5’21”/km
🔥 4503 kcal


GUR 24

Niedziela, czyli ostatni 24 kilometrowy bieg w ramach Challenge’u. Wiedziałem, że po dwóch dniach i 135 km w nogach, uzyskanie wartościowego wyniku będzie w zasadzie niemożliwe. Największym problemem był jednak zbity paluch, który przez noc dodatkowo spuchł i miałem problemy z dobraniem odpowiedniego obuwia. Pokombinowałem jednak z wkładkami i w końcu udało mi się dobrać buty w których byłem w stanie biec.
W niedzielnym bieganiu pogoda raczej nie pomagała - od rana lało jak z cebra. To jednak sprawiło, że na starcie było bardzo wesoło. Przynajmniej do wystrzału, bo początek biegu był dla mnie fizycznie wymagający. Czułem się jak na kacu, nogi absolutnie nie miały ochoty na bieganie. Odpuściłem ściganie tylko starałem się powoli znaleźć rytm. To okazał się dobrą taktyką, bo z każdym pokonanym kilometrem biegło mi się coraz lepiej. Dodatkowo ciągle kogoś doganiałem, więc tym bardziej moja motywacja rosła. Ostatecznie na mecie zameldowałem się na 10. pozycji z czasem 2:08:04. O dziwo załapałem się jeszcze na wyróżnienie (3 miejsce) w kategorii wiekowej.


 ⏱️ 2:08:02
📏 24.3 km
🏃‍♂️ 5’16”/km
🔥 2004 kcal

Cały Challenge ukończyłem z czasem 14:22:16 (!). Poprawiłem zatem swój wynik z 2023 roku o równe 49 minut. Ciekawostką może być również to, że wówczas uzyskałem lepsze wyniki na dystansach GUR 57 i GUR 24.

Challenge 158k

⏱️ 14:22:16
📏 159.3 km
🏃‍♂️ 5’25”/km
🔥 13322 kcal

To wszystko nie udało by się bez mojego niezawodnego supportu! Renata Gil i Grzegorz Gil - jesteście niesamowici!
Wielkie podziękowania składam również na ręce wszystkich kibiców na Facebook'u za lajki i komentarze. Wiem, że brakowało tam trochę moich odpowiedzi, za co przepraszam, ale te zagrzewanie do boju naprawdę daje kopa, więc jeszcze raz dzięki za to!

No i na koniec ukłony w pas dla osoby bez której ta przygoda w ogóle by się nie zaczęła. Agnieszka WP 🫶

P.S. Wychodząc naprzeciw pytań o nagrody, to krótko jeszcze o tym. W ramach zawodów wygrałem 3 zegarki Garmina, voucher na zakupy w Brooks o wartości 500 zł i zapas makaronu Czaniecki. Wszystko poza makaronem jest na poniższym zdjęciu 😜



0 komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © Rock&Run | Powered by Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com