O wspinaniu, bieganiu i podróżowaniu po świecie

Trekking na Madeira Island Ultra Trail - relacja cz.2

Chcesz się dowiedzieć, gdzie na Maderze można spotkać trekersów na szlaku? Ile kosztuje coca-cola w schronisku pod Pico Ruivo? O tym i o innych naszych przygodach na Maderze przeczytasz w drugiej części relacji z trekkingu po Maderze szlakiem Madeira Island Ultra Trail. Zapraszam.


5. Encumeada - Fajã Escura (14,4 km; +946 m/ -824 m)

Początek trasy nie zapowiadał się atrakcyjnie. Po opuszczeniu Lombo Do Moleiro nasza ścieżka wiodła wzdłuż wielkich rur. Co prawda panorama za naszymi plecami piękniała z każdym pokonywanym do góry krokiem, to bliska obecność metalowych konstrukcji powodowała pewien estetyczny dyskomfort. Po przejściu kilkuset metrów w górę ścieżka odbiła w bok, a my wkroczyliśmy do lasu. Dalej trasa wiodła "po poziomicy", był to dobry moment wytchnienia po wcześniejszej wspinaczce, ale przede wszystkim... te widoki! Pogoda tym razem wyjątkowo nam sprzyjała przez co, co chwilę musieliśmy się zatrzymać, bo otaczający nas górski krajobraz zapierał dech.



Ten dzień był wyjątkowy jeszcze z innego powodu. Mianowicie po raz pierwszy na naszym trekingu spotkaliśmy na trasie... turystów. Tak, tak brzmi to może niedorzecznie, ale podczas wcześniejszych dni, na szlaku, ani razu nie natknęliśmy się na innych trekersów. Biorąc pod uwagę atrakcyjność wyspy, wydawać się to może niedorzeczne, ale większość ruchu turystycznego na Maderze odbywa się za pośrednictwem samochodów. Ma to oczywiście swoje plusy i minusy. Z jednej strony mamy masowo odwiedzane lokalizacje, z drugiej zaś przepiękne miejsca, do których mało kto zagląda.



Przechodząc przez Fajã Escura zauważyliśmy lokalną restauracje. Dla goszczących tam ludzi byliśmy nie lada atrakcją, bo nagle wszyscy podnieśli głowy znad talerzy i zaczęli się nam przyglądać. Sytuacja trochę krępująca, ale mimo wszystko postanowiliśmy wstąpić i zrobić przerwę żeby zaplanować naszą dalszą podróż. Zamówiliśmy espresso, co okazało się nie najlepszym wyborem. Na szczęście do kawy zaserwowano cukier, więc ostatecznie udało się nam te "małe czarne" wypić.

Przeszliśmy wioskę i rozbiliśmy namiot w sadzie, tuż przy drodze prowadzącej na Pico Ruivo. Śliwki i morele na wyciągnięcie ręki. Przez chwilę bałem się, że jakiś miejscowy rolnik przybiegnie i przegoni nas, ze swojej ziemi, ale pierwszy mijający nas autochton upewnił mnie, że miejscowi mają zdecydowanie gościnne nastawienie.


6. Fajã Escura - Pico Ruivo (7,9 km; +1154 m/ -134 m)

Drogę na Pico Ruivo już znaliśmy. Wędrowaliśmy tędy podczas naszej pierwszej wycieczki na Maderę w 2017 roku. Wówczas wspinaliśmy się na najwyższą górę wyspy wśród gęstych mgieł, więc niewiele mogliśmy zobaczyć. Tym razem mieliśmy jednak więcej szczęścia. Pogoda była bezchmurna, więc gdy tylko wspięliśmy się powyżej lasu nasze tempo trochę spadło, bo szkoda było gnać przed siebie kiedy otaczały nas takie niesamowite widoki.


Po dotarciu na miejsce naszego kolejnego noclegu, czyli w pobliżu schroniska o wdzięcznej nazwie: "Ristorante da Pico Ruivo", spotkała nas niemiła niespodzianka. Pobliskie ujęcie wody przestało działać. Okazało się, że sympatyczna pani kierownik z "Ristorante" z taką werwą próbowała uruchomić pompę wodną, że aż urwała wajchę. Sytuacja zrobiła się nieciekawa, było już dobrze popołudniu, w pobliżu żadnego ujęcia wody, a my zupełnie bez zapasów płynów. Gdy zorientowałem się w sytuacji szybko pobiegłem do schroniskowego sklepiku i kupiłem dwu litrową coca-colę. Niespecjalnie nawet przeszkadzała mi jej cena (10 euro). Na coli trudno byłoby jednak przenocować, więc następnie udałem się do kuchni, opowiedziałem naszą historię, że wędrujemy już kilka dni i bardzo potrzebujemy wody, bo zamierzamy tutaj biwakować. Na szczęście w kuchni był cały garnek wrzątku, dodatkowo z kranu kapała jeszcze resztka wody, więc podstawiłem bidon i ostatecznie uciułałem tak chyba ze 3 litry! Mieliśmy zapas nie tylko na kolację, ale również na poranną kawkę następnego dnia.

Tuż przed zachodem słońca udaliśmy się na wierzchołek Pico Ruivo, z którego oglądaliśmy chowające się słońce za horyzontem. Warto było czekać na takie widoki.



7. Pico Ruivo - Poiso (14,3 km; +568 m/ -940 m)

Następny dzień przywitałem również na szczycie Pico Ruivo, postanowiłem sprawdzić, czy wschód słońca jest równie zjawiskowy, co zachód i nie rozczarowałem się 😉


Po śniadaniu ruszyliśmy w kierunku Pico Do Arieiro. To drugi pod względem wysokości szczyt na Maderze. Znajduje się tam również stacja radarowa, ale chyba najbardziej istotne jest to, że można tam dojechać samochodem. Między innymi dlatego szlak między Pico Do Arieiro, a Pico Ruivo jest prawdopodobnie najbardziej oblegany przez turystów. Nie dość, że łatwo tam dojechać to... jest on naprawdę zjawiskowy. Droga między szczytami prowadzi w dużej mierze przez wykute w skale ścieżki. Nie brakuje tam również długich i ciemnych tuneli. Jest więc bardzo ciekawie i różnorodnie, pozycja obowiązkowa dla zwiedzających wyspę.



Wiedzieliśmy, że jest to ostatni dzień naszej przygody. Siedząc pod Pico Do Arieiro trochę było nam przykro, że nasza wędrówka już powoli się kończy. W zasadzie mogliśmy jechać stąd do Funchal, była jednak wczesna pora więc postanowiliśmy jeszcze przejść trochę naszym wyznaczonym szlakiem i zakończyć naszą przygodę w okolicach Poiso. Uciekliśmy od tłumów i powędrowaliśmy jeszcze łąkami mijając po drodze polową bazę wojskową.


Do przejścia całej trasę MIUT prawdopodobnie zabrakowało nam jednego dnia. Ostatecznie przemierzyliśmy ok. 90 km trasy i ponad 6500 m przewyższenia. Pozostała część drogi, według profilu wysokości, wiodła głównie w dół. Dlatego zakładam, że mając jeszcze jeden dzień spokojnie poradzilibyśmy sobie z tą końcówką.



Muszę przyznać, że Madera ponownie nas zaskoczyła. Byliśmy tu po raz trzeci, a ja ciągle odkrywam tę wyspę na nowo. Biorąc pod uwagę jej wielkość, wydaje mi się to nieprawdopodobne.


galeria zdjęć

P. S. Na dokończenie trasy MIUT będę musiał przyjechać raz jeszcze. Następnym razem już jednak z biegowymi planami i ambicjami 😉

0 komentarzy:

Publikowanie komentarza

Zapisz się i bądź na bieżąco!

Copyright © Rock&Run | Powered by Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com