O wspinaniu, bieganiu i podróżowaniu po świecie

Grossglockner 2012

Listopad to dla polskiego wspinacza trochę nieszczęsny miesiąc. Ni to jesień, ni to zima, często nie wiadomo co ze sobą począć w tym czasie. Chyba dlatego propozycja wyjazdu w Alpy i wejście na najwyższą górę w Austrii wydała mi się niezwykle atrakcyjna. Poza tym Grossglockner to już niemal 4000 m .n.p.m.
Grossglockner 3798 m n.p.m.

Z Warszawy wyjechaliśmy 31 października ok. godziny 20.30. Po prawie 20 godzinach jazdy Fiatem Pandą dotarliśmy w końcu do Kals am Grossglockner. Nasz pojazd zostawiliśmy na parkingu w pobliżu Lucknerhaus i jeszcze tego samego dnia z ciężkimi plecakami ruszyliśmy do góry. Ok. 18.30 zameldowaliśmy się pod Lucknerhütte. Schronisko było zamknięte, rozbiliśmy więc namioty i po kolacji szybko poszliśmy spać. Podróż dość mocno dała nam się we znaki.
PB020168.JPG
Poranek przy Lucknerhütte
2 listopada jeszcze przed wschodem słońca zwinęliśmy nasz obóz i ponownie ruszyliśmy do góry w kierunku Stüdlhütte, gdzie dotarliśmy ok. godziny 9. Zaledwie kilka minut po wejściu do schroniska za oknem rozpętała się niezła kurniawa, podczas której śnieg poruszał się głównie w poziomie.
df.JPG
Schronisko Stüdlhütte
W Stüdlhütte planowaliśmy krótką przerwę, ale nagła burza pokrzyżowała nasze plany. Po trzech godzinach niespodziewanie wyszło słońce, wiatr niemal zupełnie ustał. Nastroje w schronisku zdecydowanie się poprawiły. Jednak chętnych do torowania nie było. Nie oglądamy się na innych i ruszamy do boju ze śniegiem. Tego zdążyło napadać prawie po kolana, więc prędkość marszu nie zachwycała. Na szczęście mniej więcej w połowie drogi dochodzą do nas "posiłki" i od tego momentu torujemy na zmianę.
IMG_8699.JPG
W drodze do schroniska Erzherzog-Johann-Hütte
Na ostatnim odcinku przed schroniskiem Erzherzog-Johann-Hütte pogoda znowu się popsuła. Zaczęło sypać śniegiem i mocno wiać. O godzinie 17 "ugniatam" już śniegi przy Erzherzog-Johann-Hütte. Pogoda się nieco klaruje odsłaniając przed nami niesamowite widoki. Schronisko było częściowo otwarte, mieliśmy do dyspozycji korytarz i małą, pustą świetlice. Zapakowaliśmy się do środka i rozłożyliśmy śpiwory w korytarzu. Temperatura w środku była w zasadzie podobna jak do tej z zewnątrz, ale przynajmniej nie wiało. Przed snem próbujemy jeszcze czeskich przysmaków przyniesionych przez naszych towarzyszy od torowania.
Panorama4.jpg
Widoki z Erzherzog-Johann-Hütte
3 listopada wstaliśmy o świcie, zjedliśmy śniadanie i ruszyliśmy zdobywać górę, a wraz z nami trzy inne zespoły. Pogoda z rana dopisywała, ale im bliżej było do szczytu, tym warunki pogodowe stawały się gorsze. W pewnym momencie Maciek uznał, że dalej nie będzie się wspinać i postanowił zawrócić do schroniska z jednym z zapoznanych wcześniej Czechów.
Około godziny 11 przy nasilającej się mgle wyłonił się przede mną krzyż. Mogło to oznaczać tylko jedno - byłem na szczycie Grossglocknera 3798 m n.p.m. Wyciągnąłem aparat, aby zrobić pamiątkowe zdjęcie, ten jednak przy próbie włączenia wysunął trochę obiektyw i przestał reagować, jakby zamarzł. Nie pozostało mi nic innego jak schować go z powrotem do plecaka. Szczęśliwie telefon Marka nie poddał się mroźnej pogodzie i udaje się nam zrobić kilka zdjęć.
IMG_20121103_110641.jpg     IMG_20121103_110614.jpg
Na szczycie Grossglocknera 3798 m n.p.m.
Aura ewidentnie się psuła, więc już po kilku chwilach zaczęliśmy zejście. Na grani było tłoczno, obowiązywał ruch wahadłowy, przez co nasze tempo było nieznośnie wolne. Wiatr się wzmagał i dodatkowo znów zaczynało prószyć. W końcu minęliśmy ostatnie trasery i weszliśmy do żlebu, gdzie wiatr był zdecydowanie mniej dokuczliwy. Padało jednak w najlepsze, a mgła mocno ograniczała widoczność. Jakieś pół godziny drogi przed schroniskiem widoczność spadła do kilku metrów i tylko dzięki GPS-owi, udaje nam się tam trafić do Erzherzog-Johann-Hütte.
Po krótkim odpoczynku i gorącej pomidorowej, ruszyliśmy w dół. Jeszcze tego samego dnia, przy światłach czołówek, dotarliśmy na parking i rozbiliśmy biwak przy Pandzie. Leżąc w namiocie nie mogłem jakoś uwierzyć, że kilka godzin temu byłem prawie 1900 m wyżej.
4 listopada ruszyliśmy w drogę powrotną do Polski.
IMG_8735c.jpg
Uczestnicy wspinaczki na Grossglockner
Od lewej: Marek, Maciek, Arek


linki: mapa

Zapisz się i bądź na bieżąco!

Copyright © Rock&Run | Powered by Blogger

Design by Anders Noren | Blogger Theme by NewBloggerThemes.com